środa, 23 grudnia 2015

Kochani :)

Ostatnio nic nie dodaję, ponieważ nie mam weny, zapału i czeka na mnie druga część trylogii, której nie mogę ruszyć :C
Jednak założyłam grupę filmową i tam można zobaczyć jak swoje historie przelewam na film :)
Więc zapraszam do pierwszego teledysku grupy EHS, a już niedługo krótkometrażówka :)


No i kto nie widział e-booka, to post niżej, albo prościej -> wpisać w google Paulina Kijas 24h :)


xoxo

czwartek, 17 września 2015

24h w formie ebooka!

A więc doczekałam się i tego! E-book wydany i jest już w sprzedaży! Jupikajej! <3
Co prawda chciałam zacząć od papierowej książki, no ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mam nadzieję, że będzie się podobać wszystkim, którzy przeczytają.
Dziękuję Wydawnictwu Red Book i Wam, za każde wsparcie.
Takie rzeczy małe, a jak cieszą :D


24h do kupienia tutaj
Albo wystarczy wpisać w google 24h Paulina Kijas i wyskakują Wam internetowe księgarnie :)

A tu strona wydawnictwa :) 







wtorek, 7 lipca 2015

Smocze Wzgórza / koniec

O świcie Carl zabrał mnie do Króla. Chciał byśmy nawiązali więź, choć wątpiłam w to. Próbował na siłę przekonać nas do siebie. Mówiłam mu że to zły pomysł i że sami musimy się poznać, lecz do niego to nie docierało. W końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam na Carla. Był lekko zdziwiony, ale pozwolił mi pójść odpocząć. Wspięłam się więc na szczyt wodospadu, położyłam się i zamknęłam oczy.
Wreszcie czułam się wolna. I chciałam się tym nacieszyć zanim ludzie poznają prawdę. Bo wtedy będzie mi jeszcze ciężej udowadniać, że nie jestem wiedźmą.
Po kilku minutach poczułam na skórze wiatr. Otworzyłam oczy, choć wiedziałam, że to Smok. Wstałam i podeszłam, a to co zrobiłam potem... O to akurat nigdy bym się nie podejrzewała.
Mocno chwyciłam go za kolce i powiedziałam:
- Leć.
W kilka sekund Król wzbił się w powietrze. Latanie było czymś przecudownym. Dopiero wtedy poczułam się naprawdę wolna. To było piękne.
Lataliśmy trochę nad wioskami, ale głównie nad lasami by nie straszyć ludzi. Nie sądziłam, że Biała Kraina jest taka ładna i ogromna.
Kiedy wróciliśmy na Wzgórza ledwo zsiadłam z Króla, a poczułam ból na nogach. Troszeczkę się pokaleczyłam.
Stanęłam przed smokiem i pogłaskałam go po łbie, a następnie dotknęłam go czołem. Uznałam, że w ten sposób najlepiej wyrażę swoją radość i podziękowanie.

Że w ten sposób dam wszystkim do zrozumienia: jesteśmy gotowi.











Końcówka taka krótka i jak widać na siłę kończona, w sumie to nawet nie można nazwać tego końcem... Ale niestety nie mam czasu i szczerze mówiąc weny by to ładnie skończyć :)
Nie wiem kiedy pojawi się tu coś nowego, w końcu są wakacje a ja muszę zacząć pisać drugą część trylogii. Postaram się odkopać jakieś stare opowiadanie, ale to pewnie pod koniec wakacji. 
xoxo

niedziela, 5 lipca 2015

Smocze Wzgórza / 7

Zaprowadzili mnie przed tłum i przywiązali do wielkiego drewnianego słupa. No pięknie. To po mnie. Teraz nie uda mi się uciec.
- Stać! - Usłyszałam znajomy głos. Liam – stać!
Wbiegł w tłum i stanął przed przewodniczącym Silmy.
- Czarnoksiężnik… on... – dukał jak szalony – on się zbliża – ludzie zaczęli szeptać przerażeni – musicie się schować!
- O czym ty mówisz? - Podszedł do niego rządzący i spytał – czarnoksiężnik nie pokazuje się przed nocą…
- On się zbliża! - Przerwał mu Liam – musicie mi uwierzyć i uciekać póki możecie!
Niektórzy zaczęli się rozchodzić, inni nie chcieli uwierzyć. Zrobili to kiedy nad ich głowami przeleciał smok. A wszyscy wiedzą, że tam gdzie i smok, tam i czarnoksiężnik. Prawda że nie pokazuje się przez nocą Białego Księżyca, więc ta ściema jest po to żeby dać mi czas na ucieczkę. Ludziom wystarczył do strachu smok.
I udało się.
Wszyscy zaczęli uciekać, strażnicy podpalili podstawę mojego słupa i także uciekli.
No tak, każda robota musi być wykonana choćby nie wiem co.
- Liam! - Krzyknęłam, ale on wciąż rozmawiała z rządzącym.
Muszę radzić sobie sama, świetnie.
Próbowałam wyswobodzić ręce, ale nie udawało mi się. Z łańcuchami sobie nie poradziłam.
Nagle poczułam jak ktoś dotyka moich dłoni i otwiera zamek, aż łańcuch odpuszcza. Odwróciłam się i zobaczyłam znajomą twarz, oczy takie same jak moje i poparzoną pół szyi z blizną po prawej stronie żuchwy.
- Cal – usłyszałam i rzuciłam się bratu w ramiona.
Zaczęłam płakać i dziękować, że żyje. Dziękować, że legenda okazała się prawdziwa.
- Ty żyjesz – powiedziałam i odsunęłam go na długość ramienia.
- Tak, ale jak stąd nie zejdziemy to umrę. Wiem, że ty nie, ale ja tak.

Zeszliśmy z podium i uciekliśmy tak aby nikt nas nie zauważył. Byliśmy już poza granicami miasta, kiedy nas zatrzymałam.
- Co jest? - Spytał Roden.
- Liam, on tam został.
- Kto to Liam?
- Później ci wyjaśnię. Zaraz wracam.
- Calypso nie możesz…
Nie słuchałam brata i szłam z powrotem, kiedy zza bramy wyszedł Liam. Rzuciłam mu się w ramiona i podziękowałam pocałunkiem.
- Już wiem kto to Liam – usłyszałam zza pleców głos brata i odsunęłam się.
Przedstawiłam ich sobie, a Liam pociągnął nas z powrotem na Smocze Wzgórza.

Było ciemno, kiedy siedzieliśmy w chacie i Carl opowiedział mi i mojemu bratu wszystko do początku. Okazało się, że wybraniec, a w tym przypadku wybranka, ma moc żeby jej smok pokonał raz na zawsze czarnoksiężnika, w tę ważną noc.
- Ale jak? - Spytałam.
- Nie wiem. To wie tylko smok i wybraniec, kiedy się połączą.
- Połączą? - Zapytał Liam.
- Nawiążą więź. Czasem wystarczy sam ogień, ale nigdy nie byłem świadkiem, więc nie wiem. Czarnoksiężnik nie został pokonany od setek lat. Jest coraz silniejszy, a do nocy zostało mało czasu. Musisz nauczyć się żyć wraz z Królem – powiedział Carl i zostawił nas samych.
Liam poszedł spać, a ja i Roden usiedliśmy na dachu chatki i rozmawialiśmy wpatrzeni w śpiącego Króla. Nie wiedziałam, że smoki śpią. Zawsze myślałam, że wtedy pilnują swojego gniazda.
Opowiedziałam bratu co robiłam od masakry w miasteczku. On powiedział, że odkąd uciekł stamtąd myślał, że nikt inny nie przeżył. Uciekł do pobliskiej wsi i wychowała go pewna staruszka. Parę lat potem ktoś próbował go zabić ponieważ uważał, że Roden jest dzieckiem diabła. (Tak, też ma zielone oczy). Jenak nie udało mu się, co zawdzięczamy czarom matki. Najwidoczniej miały nas uchronić na długo i na wiele rzeczy, które zabijają.
Staruszka dowiedziała się tego i owego i powiedziała Rodenowi, to samo co Carl mi. Roden uwierzył i zaczął mnie szukać. Trafił na list gończy i mieszkał w Silmie czekając aż ktoś mnie złapie i będzie mógł mnie uratować. Pracował nawet dla władz przy tej sprawie chcą szybciej o tym wiedzieć.
W końcu jego czekanie się opłaciło i wylądowałam na stosie.
- Cieszę się, że żyjesz – powiedziałam, kiedy skończył.
- Ja też. Chociaż nie podoba mi się fakt, że będziesz musiała walczyć z czarnoksiężnikiem.
- Coś za coś – oparłam głowę na jego ramieniu i dalej siedzieliśmy w ciszy.

Mi też myśl o walce z potężnym magiem się nie podobała, ale nie miałam wyboru. Przed przeznaczeniem nie da się uciec.




Kolejna część we wtorek i chyba już ostatnia ;)

piątek, 3 lipca 2015

Smocze Wzgórza / 6

Otworzyłam oczy i usłyszałam Liama:
- Obudziła się – nagle się nade mną nachylił – jak się czujesz?
- Co się stało?
Spytałam siadając i poczułam ból, który przeszył cale moje ciało. Byłam okryta kocem.
- Co się stało?
Powtórzyłam swoje pytanie.
- Smok cię spalił – odpowiedział chłopak, który tu mieszkał – ale przeżyłaś. To znaczy, że legendy są prawdziwe.
- A to znaczy, że Biała Kraina ma szansę na ocalenie podczas nocy Białego Księżyca.
- Co? - Byłam lekko zdezorientowana – ostatnie co pamiętam to ogień.
- Ubierz się i wszystko ci wyjaśnię.
Założyłam ciuchy, które dostałam i wyszłam do chłopaków. Siedzieli przy stole i rozmawiali. Usiadłam między nimi i spytałam chłopaka:
- Masz na imię Carl, prawda?
- Tak, a ty?
- Calypso – odparłam – o co ci chodziło z tymi legendami?
- Istnieje taka co mówi, że pewnego dnia pojawi się osoba wybrana przez smoka. Wystarczy jedno spojrzenie, aby dziecko białej wiedźmy stało się wybrańcem Króla. Będzie ono odporne na smoczy ogień co jednak nie znaczy, że nie można go zabić. Legendy te głoszą, że wybraniec pokona czarnoksiężnika w noc Białego Księżyca. I że to ma być mężczyzna.
- Czyli to nie o mnie chodzi. Wszystko jasne.
- Ogień cię nie spalił i smok ci się ukłonił – tłumaczył Carl – nikomu dotąd to się nie udało. Mówiłaś, że przeżyłaś kiedy spalił całą twoją wioskę.
- Ale moja mama nie była wiedźmą.
- Co do tego pewności nie masz. Białe wiedźmy nie zawsze są rozpoznawalne – po chwili ciszy zapytał – miałaś rodzeństwo?
- Brata – odparłam ciszej – zginął.
- Widziałaś jego śmierć lub ciało? - Spytał Carl, a ja po namyśle pokręciłam głową – jeśli ty przeżyłaś istnieje możliwość, że twój brat także. Możliwe że wasza matka rzuciła na was jakieś zaklęcie obronne, którego nie mógł zniszczyć ani czarnoksiężnik, ani smok. Nie mam co do tego pewności, ale mam co do tego, że to ty jesteś wybrańcem.
- A raczej wybranką – rzucił Liam i odwrócił się w moją stronę – może uda nam się odszukać twojego brata?
- Nam? - Kiwnął głową, a mi zaszkliły się oczy – słuchajcie, to wszystko bardzo fajnie brzmi, ale to stek bzdur. Nie jestem wybranką – zaczęłam mówić do Carla – chciałam się tylko dowiedzieć czegoś o tym smoku i dostałam tego. Mój brat nie żyje, a moja matka nie była wiedźmą. A co do nas – skierowałam się do Liama wstając – to wybacz, ale nie potrafię działać w grupie i gdziekolwiek nie pójdę kłopoty idą za mną. Nie mogę cię na to narażać.
Wyszłam z chatki, a Król podniósł głowę.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach i uciekłam stamtąd. Uciekłam z tamtego miejsca.
Za wodospadem wpadłam prosto w ręce strażników Silmy.

Siedziałam w więzieniu pół dnia. Przykuli mi łańcuchami nogi i ręce. Nie broniłam się, nie stawiałam oporu. Chciałam być przez chwilę sama i wiedziałam, że będę, ponieważ czeka mnie proces. Nieuczciwy i pewnie zginę, ale przynajmniej zdążę do tego czasu pomyśleć. O tym co mówił Carl.
Moja mama wiedźmą? To mi się nie mieści w głowie. Liczy się to, że otrzymałam odpowiedzi na swoje pytania. W które i tak nie wierzę, więc w sumie nic nie ma sensu.
Chciałabym, żeby to co mówił Carl było prawdą, bo to oznaczałoby, że Roden żyje. A bardzo bym tego chciała.
A co jeśli uwierzę Carlowi? Co jeśli znajdę nowy cel w życiu – odszukanie mojego brata. Nawet jeśli przeżyję proces, albo ktoś mnie uratuje (wcale po cichu nie liczę na pomoc Liama) co będę robić? Nie umiem żyć bez celu w życiu, ponieważ od dziesięciu lat nie robiłam niczego innego.
Z drugiej jednak strony nadchodzi noc Białego Księżyca, czarnoksiężnik zniszczy Białą Krainę więc śmierć w płomieniach to póki co najlepszy scenariusz.
W płomieniach…
- Cholera! - Wstałam jak porażona prądem, aż strażnik się odwrócił, ale nic nie powiedział.
Przecież nie mogą mnie spalić, ogień mnie nie zniszczy. A wtedy będzie jeszcze gorzej.
Wiem, że ogień (smoczy lub nie) zabija czarownice, wiedźmy i czarnoksiężników oraz ich czary. Dobre wiedźmy mogą rzucić na kogoś zaklęcie ochronne, które nie pozwala zabić przez ogień, ale ono nie może trwać długo. Zawsze znajdzie się jakiś skutek uboczny, poparzone ramię czy twarz. Zostanie trwała blizna i urok znika, co znaczy że ta osoba znów jest podatna na śmierć. Złe czegoś takiego nie umieją. Czyli jeden do zera.
Ale to oznacza, że Carl miał rację. Moja mama rzuciła urok. Ja przeżyłam, a skoro nie mam żadnej blizny to jestem wybranką. Cholera. Jednak jest też dobry znak. Skoro ja przeżyłam, to Roden też. Musi żyć, a ja muszę go odnaleźć.
Ale najpierw muszę się stąd wydostać.

Nie będzie to łatwe, gdyż nadszedł mój proces.




Co sądzicie o tym na razie?
Następna część w niedzielę :)

czwartek, 2 lipca 2015

Smocze Wzgórza / 5

Przeszliśmy las, potem wzięłam psa na ręce, żeby go nie zostawiać i wąską drogą przeszliśmy za wodospadem, aż wreszcie trafiliśmy na Smocze Wzgórze. Było ono piękne, choć niektórzy puścili by pawia. Tak jak Liam. Ponieważ wszędzie leżały kości, najprawdopodobniej po przekąskach smoków.
Zauważyłam domek z drewna i natychmiast do niego pognałam, nie zważając na słowa Liama.
Nie zdążyłam zapukać, a otworzył mi chłopak w długich czarnych włosach spiętych z tyłu, ubrany cało na czarno i z lekko zgarbioną potrawą. Nie wiem czy był silny, ponieważ jego ciuchy nie dawały żadnej wskazówki.
- Czego chcecie? - Spytał bez entuzjazmu, ale także bez złości.
- Szukam smoka – wypaliłam bez zastanowienia.
Tak długo czekałam na tę chwilę.
Jednak się trochę przeliczyłam.
Chłopak zaśmiał się i powiedział, kiedy dołączył do mnie Liam:
- Smoki nie są na zawołanie wiedźm.
- Ona nie jest wiedźmą – Liam stanął w mojej obronie – mimo że tak wygląda i wzbudza podejrzenia, to nie jest wiedźmą.
- Smoka i tak nie dostanie – odparł i spojrzał mi w oczy – lepiej stąd spadajcie zanim któryś was spali.
W pobliżu nie widziałam żadnego.
- Posłuchaj no – przyparła go do muru – szukam jednego smoka by się czegoś dowiedzieć. Najpierw uratował moją wioskę przez czarnoksiężnikiem, a potem ją spalił. Dlaczego?
Chłopak odsunął mnie od siebie i powiedział:
- Smoki czują, kiedy czarnoksiężnik rzuca na kogoś urok. Jedynym sposobem by owy urok zniknął jest spalenie go przez smoczy ogień. A z czarnoksiężnikiem walczył do tej pory tylko Król. Smoczy wojownik, najstarszy, najpotężniejszy i władca całego swojego potomstwa. Teraz właśnie nabiera sił, ponieważ zbliża się…
- Noc Białego Księżyca, tak wiem – przerwałam mu, a on spojrzał na mnie podejrzliwie – nie jestem wiedźmą, ale słyszałam to i owo. Poszukuję tego smoka, ponieważ… byłam tam wtedy.
- Kiedy spalił całą wioskę? - Zaczął się śmiać – nie mogłaś tam być, inaczej nie było by cię tutaj.
- Ale najwidoczniej jestem.
- Możesz to jakoś udowodnić? - Uniósł brew. Nie mogłam. On to wiedział – widzisz. Lepiej stąd idźcie zanim przyleci. Nie lubi obcych. I nie znam nikogo kto by przeżył atak smoka. Tylko legendy.
Odwróciliśmy się gwałtownie czując wiatr. Smok wylądował niedaleko nas. Patrzył na nas swoimi oczami, wielki i znajomy.
- To on? - Spytał Liam, chyba wyczuwając moje zamiary.
- Tak – odparł chłopak i złapał Liama mówiąc – niech to zrobi. Przekonamy się czy mówi prawdę i czy legendy są prawdziwe.
Nie wiedziałam o czym on bredził, ale mnie to nie obchodziło, ponieważ byłam prawie przy smoku.
Coś mnie do niego ciągnęło. Smok chyba mnie nie poznał ponieważ nagle poczułam na swojej skórze ogień. Słyszałam krzyk Liama i szczekanie psa, jednak nie czułam bólu. Dziwne…
Król przestał zionąć i spojrzał na mnie chyba zaskoczony, że jego ofiara nie spaliła się żywcem. Bo Byłam cała, żadnego otarcia, żadnego spieczonego naskórka. Nic. Byłam czysta. I naga. Smoczy ogień mnie nie spalił. Ale to… nie miało żadnego sensu.

Dla smoka chyba jednak miało, ponieważ spojrzał na mnie tym swoim okiem i wtedy mnie poznał. Musiał bo mi się ukłonił. Nie wiedzieć czemu dotknęłam go, pogłaskałam smoka, dzięki któremu żyłam. Potem był tylko ogień wzniesiony w górę i upadek.




Kolejna część? A niech będzie jutro :)

wtorek, 30 czerwca 2015

Smocze Wzgórza / 4

Na drodze, jakiś kilometr od miasteczka Liam uwolnił moje ręce i powiedział:
- Ruszajmy. Nie chcesz żebym zmienił zdanie.
- Ale…
- Nie sadziłaś chyba, że mówię poważnie? - Udałam głupią minę, byle tylko mu nie dziękować – nie jestem taki jak reszta, spokojnie. Nie sprzedam cię.
- Czemu?
- Bo czuję, że szykujesz się na fajną wyprawę i jestem jej ciekaw. To wszystko.
- Poradziłabym sobie w miasteczku. To nie był pierwszy raz.
Ruszyłam, a on burknął pod nosem: Nie ma za co.
Długi kawałek szliśmy w milczeniu, aż w końcu on odezwał się pierwszy:
- To powiesz wreszcie czemu szukasz Smoczych Wzgórz?
- Szukam kogoś konkretnego. Na razie więcej się nie dowiesz.
Zatrzymał się i założył ręce na piersi. Odwróciłam się i uniosłam brwi do góry czego i tak pewnie nie dostrzegł.
- Zostawiłem brata i Mikę z ich własnymi sprawami, bo coś mnie do ciebie ciągnęło. Wiedziałem, że kryjesz w sobie zdecydowanie więcej i skoro nie jesteś czarownicą, to coś w tobie musi być, skoro wszyscy chcą cię spalić na stosie. Powiedziałem że ci pomogę jak powiesz po co tam idziemy. Więc, czekam…
Drgnęłam nerwowo nogą. Nie chciałam mu mówić swoich planów, bo mógłby się rozmyślić. Moja wyprawa jest bardzo niebezpieczna i sama nawet nie wiem czy ją przeżyję.
Westchnęłam i powiedziałam:
- Szukam smoka.
Widziałam jak się wyprostował i ruszył w moją stronę.
- Smoka? - Powtórzył, a ja kiwnęłam nieśmiało głową – po co?
- To długa historia.
- Mamy czas, zresztą powinniśmy odpocząć. Rozpalę ogień i wszystko mi powiesz. Inaczej nici z umowy.
Wydałam z siebie jęk, ale nie mogłam odmówić. Byłam zmęczona, ponieważ ostatniej nocy nie spałam.

Liam rozpalił małe ognisko blisko jaskini i uszykował coś do jedzenie. Moją porcję zjadł pies, ja nie byłam głodna, a że uczucie głodu nigdy nie było mi obce ani nie miało swoich konsekwencji mogłam spokojnie przeżyć jakiś czas bez jedzenia. Kiedy Liam się najadł, zagaił:
- Opowiesz mi wreszcie tę interesującą historię?
Zaczęłam od momentu jak mieszkaliśmy w miasteczku. To było kiedy czarnoksiężnik miał wielką moc i chciał zawładnąć Białą Krainą. Wspomniałam o tym jak rozpętał piekło w mojej wsi zabijając wszystkich. Powiedziałam, że matka ukryła mnie w piwnicy jakiegoś domku, a ja jak głupia podeszła do okna i wszystkiemu się przyglądałam.
- Wtedy właśnie nadleciał smok. Myślałam że jest na rozkazy czarnoksiężnika – mówiłam ze łzami w oczach, Liam był pierwszą osobą, przed którą się otwierałam – nie wiem czy on wiedział, że zostałam jeszcze ja. Smok walczył z czarnoksiężnikiem, aż ten przegrał. Myślałam że jest silniejszy, ale chyba smok wyczuł jego słaby moment, ten przed nabraniem naprawdę potężnej mocy. Wiesz legendy o Białym Księżycu, który pojawiał się co dziesięć lat – Liam kiwnął głowa, a ja kontynuowałam – więc czarnoksiężnik przerwał i uciekł. A smok odleciał zraniony. Jednak tylko ja wiem, że on próbował nas chronić. Zanim skrzydła go poniosły spojrzał się w moją stronę. Przez chwilę patrzyłam w jego piękne, potężne i przerażające oko, a potem uciekłam w kat. słyszałam jak się wzbija i pali pozostałości wioski. Zasnęłam, a kiedy się obudziłam czułam się obolała, gorąca, a wkoło mnie było pełno popiołu. Tylko ja przeżyłam – dodałam ciszej – dlatego chcę znaleźć tego smoka.
- I go zabić, tak?
- Nie rozumiesz – spuściłam wzrok – chcę się jakoś dowiedzieć czemu najpierw nas bronił, a potem spalił.
Liam kiwnął głową, ale nic nie powiedział. Usiadł obok mnie i dotknął mojej dłoni, a potem otarł łzy. Nawet nie wiedziałam że płaczę.
Nie czekając długo pocałowałam go, wiedząc, że niedługo mogę zginąć, nigdy wcześniej się nie całując.
Szybko odnaleźliśmy wspólny rytm. Jego usta smakowały ziemią, ale on wiedział co robił. Nie sądziłam, że mogę czuć się przy kimś tak swobodnie.

Wyruszyliśmy o świcie i całą drogę szliśmy w milczeniu. Liam nie chciał opowiadać o swojej rodzinie, przeszłości, a ja nie chciałam naciskać. Chyba nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności za tę wiedzę. Lubiłam trzymać tylko własny sekret.
- Co zrobisz jak spotkasz tego smoka? Jak się dowiesz…
Spytał, a ja nie dając mu dokończyć odarłam:
- Wiem, że na Smoczym Wzgórzu jest pewien chłopak. Ma na imię Carl i ponoć opiekuje się smokami. Tak jakby. Tak słyszałam.

Późnym popołudniem Liam zatrzymał się przez gęstym lasem, za którym wznosiła się potężna góra.
- Nie mamy czasu na kolejny postój – powiedziałam.
- Jesteśmy na miejscu – odarł z uśmiechem i wskazał ręką na górę – wystarczy przejść przez las, obok wodospadu wspiąć się na górę i jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję – powiedziałam nagle słysząc słowo „jesteśmy” - ale nie możesz iść ze mną. To zbyt niebezpieczne.
- Ale może być ciekawie.
- Nie mogę pozwolić…

Ne wiedziałam jakich słów użyć. Chyba za bardzo zależało mi na nim. On jednak się tym nie przejmował, ponieważ złożył na mych ustach pocałunek, wziął za rękę i poszliśmy w kierunku lasu.




Przepraszam za opóźnienie. 
Następna część w czwartek :)

sobota, 27 czerwca 2015

Smocze Wzgórza / 3

Szłam dalej w górę zbocza wiedząc, że po drodze mam miasto, w którym mogę zdobyć informacje na temat mojego smoka. Pies, który szedł za nami, gdy byłam więźniem ruszył za mną. Może mnie polubił, po tym jak rzuciłam mu kość królika. Lubiłam wędrować sama, nie musiałam się martwić o nikogo prócz mnie. A później nie musiałam po nikim płakać.
Jednak towarzystwo czworonoga mi nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że o nic nie pytało, nic nie chciało wiedzieć i potrafiło samo o siebie zadbać.
Pod wieczór doszłam do miasteczka. O tej porze zaczynały się targi, więc wszędzie było pełno ludzi. Miasteczko słynęło bowiem z nocnych hazardów. Dlatego musiałam być bardzo ostrożna. Czułam, że jestem coraz bliżej celu i nie chciałam znowu dać się złapać. Zwłaszcza, że nadchodziła noc Białego Księżyca. W starych legendach, które często opowiadał mi brat noc ta należała do czarnoksiężnika. Kiedyś jednak czarnoksiężnik był dobry. Ale jak ty bywa, coś strzeliło mu do głowy i stał się złym potworem niszczącym na swojej drodze do władzy niewinne miasteczka i wioski.
Tak więc zarzuciłam na głowę szary kaptur od przydużego płaszcza i zaczęłam szukać odpowiedniego stoiska. W poprzedniej wiosce dostałam informację, że tutaj jest siwa staruszka, która może mi pomóc. Handluje własnoręcznie robionymi medalionami, które mają odpędzać złe duchy.
Tak więc po kilku nieudanych próbach znalazłam tę oto staruszkę. Kobieta miała na sobie czerwony płaszcz i nie była wcale stara. Miała siwe długie włosy, lekko zmarszczki pod oczami ale tylko one wskazywałyby, że jest w kwiecie wieku.
- Witaj dziecino – powiedziała żabim głosem – przyszłaś kupić talizman?
- Właściwie przyszłam po informacje – uniosła jedną brew, a ja mówiłam dalej – szukam Smoczego Wzgórza i słyszałam, że może mi pani pomóc.
Nachyliłam się lekko w jej stronę, pies nastawił uszu, a kobieta zamiast jak handlowiec udzielić mi odpowiedzi otworzyła szeroko oczy i o mało co nie zemdlała.
- Proszę mi wybaczyć – powiedział jakiś głos za mną – koleżanka nie zna się na żartach.
Zanim zdążyłam zaprzeczyć czy chociażby się obronić Liam zaciągnął mnie w ślepy zaułek i podstawił pod ścianą.
- Puść mnie albo zacznę krzyczeć i to wtedy ciebie spalą – warknęłam.
- Jeśli nie chcesz by cię spalili lepiej nie wypytuj o takie rzeczy – odparł, a ja zrobiłam głupią minę – mówiłaś, że nie jesteś wiedźmą i nie masz nic wspólnego z magią.
- I mówiłam prawdę! Możesz się odczepić i pozwolić mi robić swoje?
- Jeśli nie kłamałaś to czemu wypytywałaś o Smocze Wzgórza?
- Co?
Liam dał mi trochę więcej przestrzeni i wyjaśnił widząc na mojej twarzy całkowite zdziwienie.
- O Smocze Wzgórza pytają tylko i wyłącznie czarownice, wiedźmy i czarnoksiężnicy.
- A ty skąd o tym wiesz? I niby czemu myślisz, że ci uwierzę?
Odsłonił koszulkę i zobaczyłam na jego piersi, pod sercem długą bliznę.
- Z bratem tropiliśmy wszystkie istoty – czyli jednak są braćmi, ha! - przestaliśmy kiedy ledwo uszedłem z życiem. Więc twoja wczorajsza przemowa nie miała zbytnio sensu jeśli chciałaś bym poczuł się winny.
- Nie chciałam.
- Mówię prawdę Cal, nie pytaj…
- Nie mów tak do mnie! - Warknęłam wbijając palec w jego pierś – nigdy więcej mnie tak nie nazywaj, rozumiesz?
Patrzył na mnie zdziwiony. Czułam jak moje oczy zachodzą się łzami. Nikt, nikt prócz mojego brata nie ma prawa by mnie tak nazywać. Nigdy.
- Przepraszam – powiedział, a ja cofnęłam palec – posłuchaj. Staruszka pewnie powiedziała reszcie kim jesteś – rzuciłam mu mordercze spojrzenie, więc się poprawił – kim myśli, że jesteś. Musisz uciekać, jeśli nie chcesz wylądować na stosie.
- Muszę się dowiedzieć, gdzie leżą te wzgórza, a ona to wie.
- Ja też – wlepiłam wzrok w jego oczy. W ciemnościach chciałam dostrzec czy mówi prawdę – wiem gdzie są, mogę cię zaprowadzić do tego tajemniczego przejścia, o którym nikt nie ma pojęcia. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Powiesz mi dlaczego ich szukasz.
Nie zdążyłam niczego wynegocjować, kiedy jedyną drogę ucieczki zastąpił wściekły tłum z pochodniami. Uwielbiałam ich, zawsze wyglądali tak samo, niezależnie od tego w jakiej wiosce byłam.
- Spotkamy się za chwilę przy wejściu do miasteczka.
Rzuciłam do Liama i już chciałam uciekać, kiedy złapał mnie za ręce i związał mi je łańcuchem, aż się skrzywiłam.
- Nie ma o co się martwić – powiedział wystarczająco głośno – chodzę za tą białą wiedźmą od poprzedniego miasta. Mam za zadanie doprowadzić ją do władz – no pięknie, a ja mu uwierzyłam. Przestałam się wierzgać, straciłam nadzieję – zabiorę ją z waszego miasteczka i możecie żyć dalej w spokoju.
Wyprowadził mnie przez tłum i ruszył w drogę. Prosto do Silmy.







Kolejna część w poniedziałek :)
xoxo


czwartek, 25 czerwca 2015

Smocze Wzgórza / 2

Po długiej i męczącej wymianie zdań z moimi nowymi towarzyszami podróży ustaliliśmy, że nie jestem wiedźmą. To dobra nowina i dzięki temu mogę iść o własnych siłach, chociaż po ciężkiej wędrówce po wzgórzach zaczynałam tęsknić za łajnem…
Jednak wciąż jestem skuta, bo mi nie ufają. A kiedy zaproponowałam, żeby mnie puścili bo nie jestem im do niczego potrzebna, przestali się do mnie odzywać.
Dochodził wieczór, kiedy Aiden znalazł jaskinie i rozpalił ognisko, byśmy mogli spać przy ogniu. Napoił konie, które ciągnęły mój powóz i wszyscy usiedliśmy wkoło zajadając królika.
- Czemu masz takie dziwne imię i wyglądasz inaczej od reszty skoro jak twierdzisz jesteś normalną dziewczyną? - Spytała Mika.
Wyrzuciłam kości psu, który wędrował za nami od dłuższego czasu, ale nikt nie miał sumienia go odpędzić i odpowiedziałam:
- Z tego co pamiętam moi rodzice lubili dziwne imiona. Mama pochodziła z innej wioski. Mojego brata nazwali Roden, a psa Herk. Co do koloru włosów to nie wiem, ale mama zawsze mi powtarzała mi, że blond oznacza wyjątkowość – uśmiechnęłam się do niej słodko, a ona zmierzyła mnie wzorkiem i odeszła na bok.
- Co się stało z twoimi rodzicami? - Spytał nagle Liam, a mnie zatkało.
Nigdy nikomu nie mówiłam o tym co mi się przytrafiło dziesięć lat temu. Nie miałam komu. Nigdy przecież nie zawierałam przyjaźni. Mam swój własny obrany cel.
Przełknęłam ślinę, przeciągnąłem się na tyle na ile pozwoliły mi więzy i spytałam ignorując Liama:
- Możecie mnie puścić? Ustaliliśmy, że wiedźmą nie jestem, więc nie jestem wam także potrzebna. A mam do załatwienia swoje własne sprawy i tak jakby nie miałam w planach wpaść w czyjeś ręce.
- Nie – odpowiedział Aiden, a kiedy patrzyłam na niego dość wyczekująco dodał – jest nagroda za twoją głowę. Znaczy za ciebie całą, żywą.
- Co? - Poderwałam się na równe nogi, aż pies na mnie spojrzał, po czym wrócił do obgryzania kości – jak to nagroda za mnie? To chyba jakaś pomyłka, jesteście bandą…
Liam nie pozwolił mi dokończyć wręczając do ręki kartkę. Był na niej mój wizerunek i informacja że jeśli ktoś doprowadzi mnie do władz Silmy, czyli głównego miasta Białej Krainy, zostanie uhonorowany i solidnie nagrodzony. Oczywiście pieniężnie. Dodatkowa notka: podejrzewana o uprawianie magii.
Zaśmiałam się i wrzuciłam kartkę do ogniska. Chłopcy od razu wstali.
- To jakieś bzdury. Nie uprawiam magii i jeśli chcecie mnie oddać władzom to spalą mnie na stosie. Za bycie niewinną.
- Ona może mieć rację – powiedziała nagle Mika – przecież nie możemy im jej oddać. Co jeśli mówi prawdę? Będziemy współwinni jej śmierci.
- A co jeśli nie mówi prawdy? - Żachnął się Liam.
- Och litości. Ty chyba nigdy nie widziałeś jak wygląda wiedźma, albo czarownica praktykująca nawet białą magię. Nie są ani trochę do mnie podobne. Nie mamy nic wspólnego.
- Widziałaś kiedyś wiedźmę? - Liam chyba chciał mi powiedzieć niezłe kazanie, ale go wyprzedziłam i od razu odparłam:
- Tak i to nie jedną. Miałam z nimi styczność, walczyłam z nimi i ledwo uniknęłam śmierci. Wiem jak je rozpoznać, co potrafią i jak wiele krzywdy mogą wyrządzić jednym kiwnięciem palca. Spotkałam na swej drodze więcej istot niż ci się może wydawać począwszy od dziecka, więc nie mów mi o tym co znam lepiej od ciebie.
Cała trójka patrzyła na mnie ze współczuciem i dziwnym szacunkiem. Nagle podeszła Mika, uwolniła mnie z więzów i powiedziała:
- Jesteś wolna. Powodzenia.






tada da da damm....
jak wam się podoba do tej pory? mile widziane komentarze :) 
Następna część w sobotę do godz. 16:00
xoxo

wtorek, 23 czerwca 2015

Smocze Wzgórza / 1

Obudziłam się gwałtownie cała zlana potem. Rozejrzałam się dookoła, lecz był ciemno. Nie pamiętałam nic z poprzedniej nocy. Tak jakby ktoś przywalił mi w tył głowy. I jak na zawołanie poczułam ból.
Przeciągnęłam się i spróbowałam wstać. Jednak moje ręce i nogi krępowały łańcuchy, a mój prowizoryczny pokoik nagle się poruszył.
- Jestem zamknięta i skuta w wozie – skomentowałam na głos i zawołałam – halo! Wypuścicie mnie! Pomocy!
Usiadłam zrezygnowana, kiedy powóz się zatrzymał.
Ktoś otworzył tył klatki i do środka wleciało trochę słońca i świeżego powietrza. Dopiero teraz poczułam, że w środku śmierdziało łajnem.
- Obudziła się – usłyszałam męski głos.
Drzwi czy coś na ich wzór otworzyły się do końca i zobaczyłam dwóch chłopaków, na oko trochę starszych ode mnie i dziewczynę, która prawdopodobnie była w moim wieku.
- Kim jesteście? - Spytałam.
- Jak masz na imię? - Spytał chłopak stojący na prawo, chyba straszy od tego drugiego.
- Pierwsza zadałam pytanie – wszyscy spojrzeli po sobie, więc dodałam – kim jesteście i czemu mnie skuliście?
- Jestem Mika – odpowiedziała dziewczyna i wskazała na chłopaków – a to jest Aiden (to ten straszy, który nie opowiedział na moje pytanie) i Liam (który do tej pory był cicho). A ty?
Dziewczyna miała czarne krótkie włosy, duże, błękitne oczy, które ładnie współgrały z jej mleczną cerą. Liam był niższy od tego drugiego, jednak widać było że był postawniejszy, szerszy w barkach i miał cudowne, brązowe oczy. Aiden był za to trochę wyższy i miał lekki zarost, założyłam więc że jest jego starszym bratem. Co by się zgadzało bo nawet mieli tak samo zaczesane włosy i tak samo zakładali ręce na piersi.
- Jestem Calypso – odpowiedziałam wreszcie – czemu mnie związaliście?
- Widzieliśmy jak władasz magią – zaczęła dziewczyna, lecz przerwała kiedy zaczęłam się śmiać.
Każdy kto po raz pierwszy spotyka mnie na swojej drodze tak sądzi.
Cofnę się trochę wstecz. Żyjemy w dziwnych czasach. Czarownice, ogry, krasnale i inne postacie z bajek jak dla dzieci rządzą naszym światem. Jednak magia jest najpotężniejsza i najbardziej znienawidzona. Jeśli przyłapało się kogoś na uprawianiu magii zostawał on natychmiast spalony na stosie. Nie jestem czarownicą ani tą dobra, ani złą. (Owszem istnieją dobre, spotkałam je). Pochodzę z biednej rodziny i wioski, która została spalona. Jednakże jestem blondynką o zielonych oczach co – nie wiem czemu – przez większość jest uważane za klątwę. Dziewczyna powinna mieć ciemne włosy, a każdy odmienny kolor, w tym wypadu blond, świadczył o magii. Zaś zielone oczy u kobiet znaczyły obcowanie z diabłem. Największa głupota jaką świat mógł spotkać, na dodatek większość ludzi w to wierzy. Dlatego więc, jak jestem w nowej wsi wszyscy chcą spalić mnie na stosie.
Staram się nie wyróżnić i unikać takich rzeczy, często nosząc kaptur, raz nawet ubrudziłam włosy bo bałam się o życie.
Jednak z czasem nauczyłam się dbać o siebie i walczyć o to co mi się należy. Nie wędruję przecież od wioski do wioski by marnować czas, albo zakładać rodzinę.

Wędruję, bo szukam smoka. Tego, który mnie ocalił.





Kolejna część w czwartek, postaram się dodać przed 15:00 :)
xoxo

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Smocze Wzgórza / prolog


- Calypso schowaj się – usłyszałam.
Mama krzyczała. Znowu. A ja miałam osiem lat. Znowu. Śni mi się ten sam koszmar. Po raz kolejny od kilku dni.
Stoję tam, jestem obecna w tym śnie i nie tylko jaka mała dziewczynka, ale też dziesięć lat potem.
Wiem co się stało wcześniej, mimo że we śnie tego nie było. Wioska została splądrowana przez złego czarodzieja. Chciał on zawładnąć całą Białą Krainą. Wszystko wkoło się paliło. Mama schowała mnie w piwnicy jednego z domów. Nie sądziła jednak, że zobaczę coś co odcisnęło piętno na mojej słabej psychice.
Stałam obok siebie jako ośmiolatki i patrzyłam. Na mnie i na świat za kratami okna. Mimo że pamiętam ten obraz bardzo dokładnie na jawie.
Wszystko wkoło pokryła jeszcze większa dawka ognia. Jednak nie z przeklętych czarów, ale z istoty wielkiej i potężnej, strasznej i niespotykanej od stu lat jak głosiły legendy. Ale się przebudził. Każdy inaczej go nazywał, jednak za każdym razem słyszałam złe określenia, potworne.
Na wioskę spadł deszcz ognia. A sprawcą był nikt inny jak potwór o łuskowatej i pancernej skórze, czarno-czerwony jakby to były kolory śmierci, zsyłający jedynie zło.
I wtedy widziałam go właśnie ja. Zauważyłam jednak zupełnie coś innego od tego co słyszałam z opowieści. Potwór nie walczył z wioską, on walczył z czarnoksiężnikiem. Został ranny w obronie naszej Krainy i odleciał, a magik zniknął i ukrywał się by teraz powrócić. Lecz nie wiem czy potwór wróci by znów uchronić Białą Krainę przez nim. Z każdym razem kiedy śnię ten sen szkoda mi potwora, bo nikt nie widział prawdy. Prawdy że to smok próbował nas ocalić. I żadna z tych osób się o tym nie dowie. Ani moi rodzice, ani brat, ani sąsiedzi. Nikt.

Ponieważ tylko ja przeżyłam. 






A więc, tak przed wakacyjnie jedziemy z nowym, krótkim opowiadaniem. Części będą krótkie, ale dodawane częściej, w zależności od odwiedzin. Mam nadzieję że wam się spodobaPostanowiłam spróbować czegoś nowego :)
Także na chwilę obecną prolog, jutro po 20 wrzucę część pierwszą :)
Dawajcie znać co sądzicie, jak się zapowiada :)
xoxo

piątek, 20 marca 2015

TEN DZIWNY GOŚĆ / koniec

   Minął tydzień. Dziś idę na drugą randkę z Shadem. Idziemy do kina na jakiś dramat. Zgodził się bym to ja wybrała film. Umówiłam się z nim pod kinem. Idę przez miasto i mój dobry humor psuje Patrick, który tarasuje mi drogę.
   - Cześć Vera – mówi przeciągając samogłoski.
   - Czego chcesz? Trochę się śpieszę.
   - Na randkę? - Otwieram ze zdziwienia oczy – wiem, że spotykasz się z tym całym Shadem. Uważaj, to nie jest koleś dla ciebie.
   - A co? Ty niby jesteś?
   - Veronica – mówi mocno chwytając mnie za ramiona, a ja zaczynam powoli wpadać w panikę – Shade to zły człowiek. Nie powinnaś się z nim spotykać. Ze mną też nie musisz, ale lepiej trzymaj się od niego z daleka.
   Pluję mu w twarz, bo tylko tak mnie puści, a nie chcę wpaść w panikę. I po raz kolejny uderza mnie w twarz.
   - Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
   Odchodzi i zostawia mnie samą z rozwaloną wargą. Pluję na ziemie śliną zmieszaną z krwią i dotykam wargi.
   - Co tu się przed chwilą stało? - Pytam sama siebie.
   Wyciągam telefon i przeglądam się w szkiełku. Świetnie. Dola warga jest rozcięta. Dzwonię do Shadea, nie mogę mu się tak pokazać.
   - Tak? - Pyta wesoło.
   - Shade, przepraszam, ale nie dam rady dziś się z tobą spotkać – mówię dalej i nie zauważam, że jestem praktycznie pod kinem. Miałam zawrócić. Cholera.
   Shade się rozłącza. Patrzę zdziwiona na telefon i widzę, że idzie w moją stronę. No to pięknie. Też ruszam w jego stronę i trzymam rękę przy ustach. Muszę ściemnić.
   Stajemy naprzeciw siebie.
   - Co się stało? - Pyta. Nie jest zły.
   - Źle się czuję i chyba złapało mnie jakieś choróbsko – mówię i kaszlę.
   On jednak mi nie wierzy, ponieważ robi krok w moją stronę i łapie mnie za rękę. Kiedy odciąga ją od mojej twarzy odwracam głowę. Nie chcę by się dowiedział. Chwyta mnie za podbródek i znów patrzę na niego. Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienia. Z łagodnej zrobił się wściekły.
   - Kto? - Pyta zaciskając zęby i starając się niczego nie uderzyć, bo tylko ja jestem pod ręką.
   Nie chcę mu powiedzieć. Boję się, że pójdzie i pobije Patricka, a ja nie lubię, kiedy ktoś się bije.
   - Shade...
   - Kto?
   Kręcę głową i mam łzy w oczach. Naprawdę nie chcę mu tego mówić.
   Przytula mnie i pozwala mi się wypłakać. Po raz kolejny płaczę przez tego idiotę Patricka. Teraz w dodatku przy chłopaku, który mi się podoba.
   - Chodźmy już – mówię i ocieram policzki – film się zaraz zacznie.
   Nie czekając na niego idę do kina. Shade jednak mnie wyprzedza, kupuje dwa bilety i zajmujemy swoje miejsca w środku.
   Nie patrzę na niego, choć czuję na sobie jego wzrok. Chwyta mnie za rękę i kciukiem masuje moją dłoń. Rozluźniam się trochę i wreszcie film się zaczyna.
   Kiedy wychodzimy Shade patrzy na mnie z uśmiecham i troską jednocześnie i pyta:
   - Płakałaś?
   - Jestem wrażliwa, okey? - Odgryzam się i smarkam w chusteczkę.
   - Nie wiedziałem, że aż tak.
   - To takie złe? - Staję pod jego autem i nie wsiadam. Nie lubię, gdy ktoś się śmieje z tego, że płaczę na filmach.
   - To urocze – odpowiada i odgarnia mi kosmyk włosów za ucho – nawet bardzo.
   - Super – mówię i powinnam wsiąść do samochodu, by pokazać, że jestem zła. Jednak nie potrafię mu się oprzeć.
   On robi jeszcze jeden krok w moją stronę i jest niebezpiecznie blisko.
   - Jak to jest z twoją zasadą całowania się na drugiej randce? - Pyta i muska kciukiem moją zranioną wargę.
   - To zależy.
   - Od czego?
   - Od wielu czynników – odpowiadam i poddaję mu się.
   Muskam delikatnie jego usta swoimi i po chwili pogrążamy się w poważnym pocałunku. Pamiętając, że nie bardzo lubi czyjś dotyk, kładę dłonie na jego twarzy, a on swoje na mojej talii i przysuwa mnie jeszcze bliżej.
   W końcu się od siebie odrywamy i Shade odzywa się pierwszy:
   - Warto było przemęczyć się całą pierwszą randkę.
   - Oj tak – dodaję.


   Minęły dwa tygodnie. Spotykaliśmy się częściej, aż pod koniec zapytał czy chcę spróbować. Oczywiście być z nim. Odparłam, że tak i teraz jesteśmy razem. Ta dam!
   Jednak ostatnie kilka dni dziwnie się zachowuje. Rzadko dzwoni i odpisuje i zaczynam się martwić, że nasz „związek” zaczyna się sypać.
   Postanowiłam dziś do niego pojechać. Bez zapowiedzi. Staję pod drzwiami i pukam dwa razy. Słyszę odgłosy kłótni w środku, więc pukam głośniej. Odgłosy nie cichną, ale Shade otwiera drzwi.
   - Co ty tu robisz? - Pyta wyraźnie zdziwiony.
   - Ja... Ekhm... Martwiłam się – mówię i dodaję – chyba przyszłam nie w porę. Przepraszam.
   - Nie, Veronica... - łapie mnie za rękę i wpuszcza do środka.
   W kuchni stoi Wes, jego przyjaciel.
   - Cześć – mówię.
   - Cześć – odpowiada – twój chłopak dziwnie się ostatnio zachowuje, bo jest idiotą.
   Patrzę zdziwiona to na niego, to na Shadea, który spuścił wzrok.
   - Coś się stało? - Pytam.
   - Musimy zerwać – mówi Shade bez ogródek, a ja otwieram buzię ze zdziwienia czekając na wyjaśnienia – mój tata jest w mieście. Nie chcę... Nie chcę by dowiedział się, że mam dziewczynę.   To zbyt niebezpieczne.
   - Co? O czym ty mówisz? Chcesz ze mną zerwać tylko dlatego, że twój tata jest w mieście?
   Jestem zła. I wciąż zaszokowana.
   - Shade miał kiedyś dziewczynę, którą kochał – mówi Wes, a ja odwracam się w jego stronę – jego tata się o tym dowiedział i ją zabił.
   Co? Patrzę się na niego oniemiała. Jak jego tata mógł to zrobić? I jak Wes może tak spokojnie o tym mówić?
   Odwracam się z powrotem w stronę Shadea i podchodzę do niego. Biorę jego twarz w dłonie i składam na jego ustach pocałunek zaskakując go tym.
   - Nie boję się twojego taty. I nie mam zamiaru dać mu się zastraszyć.
  
   Wes zaproponował by wraz z Shadem pokazali mi gdzie grają w bilard. Shade nie był do końca przekonany jednak się zgodził. Teraz więc siedzimy w jakimś klubie przy stoliku. Dołączył się do nas też Alex. Chłopaki rozmawiają na jakiś temat, jednak czuję, że Shade jest trochę spięty. W końcu Alex zaciąga go do gry i zostaję sama z Wesem.
   - Cieszę się, że cię poznał – mówi nagle, a ja patrzę na niego zdziwiona – dobrze mu to zrobiło. Po śmierci mamy. Poza tym zdziwiłem się, że pozwala ci się dotykać, więc to kolejny plus.
Uśmiecham się i oboje idziemy stanąć przy stole, żeby obserwować grę. Nagle ktoś łapie mnie od tyłu. Odwracam się i gwałtownie wciągam powietrze. To Patrick.
   - Mówiłem ci, żebyś trzymała się od niego z daleka – mówi wskazując na Shade – nie posłuchałaś.
   Wes go ode mnie opycha, a ja wpadam na Shadea. Otacza mnie ramieniem i mówi do Patricka:
   - Ja też ci coś powiem. Lepiej trzymaj się od niej z daleka. Jeszcze raz ją uderzysz to cię zabiję.
Stoję oniemiała. Skąd on wie? I dlaczego to powiedział? Bez zająknięcia. Na poważnie zagroził Patrickowi.
   - Sam ją od siebie właśnie odsunąłeś. Przecież jesteś potworem. Zwłaszcza dla niej – odgryza się Patrick.
   Shade jednak nie daje wyprowadzić się z równowagi. Ja nie jestem tak cierpliwa. Podchodzę do Patricka i z pięści walę go w twarz. Zatacza się do tyłu i łapię za prawy policzek. Mam dobre sierpowe i proste.
   Shade odsuwa mnie od niego i zatrzymuje jego pięść przed moja twarzą.
   Nagle, nawet nie wiem kiedy, ani w jaki sposób w klubie rozpętało się piekło. Wszyscy zaczęli się bić, a co gorsza zaczęli do siebie strzelać. W ręku Shade też dostrzegam broń i odruchowo się cofam. Zdąża mnie złapać i powalić na ziemię nim w głowę uderzyłoby mnie krzesło.
   - Dobry cios – mówi leżąc na mnie – przepraszam. Nie chciałem by do tego doszło.
   Kiwam głową, bo nie jestem w stanie nic powiedzieć.
   Shade bierze mnie na ręce i wynosi tylnym wyjściem z klubu. Stawia na ziemi i nie dotyka dopóki sama tego nie zechcę. Doceniam jego decyzję. Uspokajam oddech, a on chowa pistolet za pasek z tyłu spodni.
   - Co się tam stało? - Pytam.
   - Normalka – odpowiada jakby to była prawda.
   I jest. Ponieważ właśnie o tym życiu pisał Shade na początku znajomości. To jest to przed czym chciał mnie uchronić. Jego świat, do którego nie chciał mnie wplątywać.
   Patrzę na niego i wtulam się w jego ramiona. Mimo wszystkiego co się stało tam na sali, przy nim czuję się bezpiecznie.
  - Jest okey. Jest okey – powtarzam jakbym chciała przekonać siebie, a nie jego.
  - Wracajmy – mówi i idziemy do auta.
   W połowie drogi zatrzymujemy się. Pod samochodem stoi Alex, Wes i jeszcze jakiś mężczyzna, którego nie znam. Shade jednak chyba go zna, bo cały się napiął.
   - Tu jesteś! - Krzyczy mężczyzna i podchodzi do nas – długo cię nie widziałem. Miło poznać twoją dziewczynę.
   Oblizuje usta i nie muszę być jasnowidzem, by wiedzieć, że to jego tata.
   - Co u ciebie słychać? - Pyta jak gdyby nigdy nic.
   Łapię Shadea za rękę i nagle oblewa mnie fala odwagi. Mijamy jego tatę i stoimy pod samochodem, kiedy Shade się zatrzymuje. Widzę, że Wes i Alex też się napinają. Odwracam się i jego tata celuje do mnie z pistoletu. Shade zasłania mnie własnym ciałem i mówi:
   - Nie waż się jej tknąć.
   Jego tata najwyraźniej jest zaskoczony nagłą odwagą syna. Tak samo jak Wes i Alex. Ja jestem dumna. Postawił się ojcu, mimo że wcześniej nie widziałam ich razem w akcji. Ale słyszałam w jaki sposób się o nim wypowiada.
   - Proszę proszę – mówi jego ojciec chowając broń – co ta dziewczyna z tobą zrobiła? - Uśmiecha się i zanim odchodzi dodaje – przynajmniej będę miał zabawę w jej zabijaniu. Nie będzie nudno jak ostatnim razem. Do zobaczenia!
   Shade wciąż jest sztywny, ale mówi cicho:
   - Do auta – kiedy nikt się nie rusza dodaje ostrzej – już!
   Wes prowadzi, Alex siedzi obok, a ja i Shade z tyłu. Nie dotykamy się, nie patrzymy na siebie, nie rozmawiamy. Chłopaki odwożą mnie do domu.
   - Shade – postanawiam zacząć rozmowę. Odwraca się w moim kierunku – skąd wiedziałeś? O Patricku?
   - Nie jestem idiotą. Zresztą znam go. I trochę go szpiegowałem.
   Nie jest zawstydzony tym faktem, więc to też pewnie dla niego normalka.
  - Przepraszam – mówi – nie powinniśmy cię tu dziś zabierać. Wiesz, że najlepiej będzie jeśli będziesz się trzymała ode mnie z daleka?
   - Nie ma mowy – mówię twardo i przysuwam się do niego, a on się uśmiecha – powiedziałam, że nie boję się twojego ojca. To przy tobie jestem bezpieczna. I ani Patrick, ani twój tata nie zmuszą mnie bym od ciebie odeszła, tylko dlatego, że to jest twoje życie. Biorę cię z całym tym pakietem.
   Uśmiecham się i całuję go krótko.
   - Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
   Patrzę na Shade wielkimi oczami. Mówi poważnie. Bardzo poważnie.






Ta dam! Koniec :) Jak wam się podobało?
Jeśli chcecie bym w przeciągu dwóch tygodni coś jeszcze napisała i wstawiła napiszcie co chcielibyście przeczytać mojego autorstwa. Później mam praktyki i podejrzewam, że zacznę pisać drugi tom trylogii :) Więc jeśli chcecie bym coś jeszcze na szybko stworzyła, coś krótkiego jak to dajcie znać i napiszcie o czym ja mam napisać :)
xoxo

środa, 18 marca 2015

TEN DZIWNY GOŚĆ / 3

Mija miesiąc. Przez ten czas wydałam wiele pieniędzy na SMS i rozmowy z nim. Wiem o nim więcej, ale wciąż boję się spotkania. Zresztą na nowo zaczął mnie męczyć Patrick. I tym razem bardziej się do tego przykłada. Nie chce dać mi spokoju, co doprowadza mnie do szału i non-stop chodzę zła. Łatwo mnie wytrącić z równowagi.
Dzisiaj idziemy z dziewczynami na kawę do naszej ulubionej kawiarni. Kate i Tiffany siedzą na kanapie, ja i Lee na osobnych fotelach. Nagle rozmowa zjeżdża na Shade'a.
- Dlaczego rzadko używasz jego imienia? - Pyta Lee – ciągle tylko ten dziwny gość albo tajemniczy nieznajomy.
- Nie wiem, tak jakoś – odpowiadam i śmiejemy się – zostało mi.
- Kiedy się z nim spotkasz?
- Nie mam pojęcia. Coś czuję, że nadchodzi pora – odpowiadam lekko zestresowana – boję się, że teraz jest super, on jest taki... zajebisty, a potem kiedy się zaangażuję i zrobię sobie nadzieję, wszystko się spieprzy. Jak z Patrickiem. Przecież mam cela do dupków.
Cedzę i upijam łyk kawy. Dziewczyny nic nie mówią, co doprowadza mnie do większego szału. Wstaję i wycofując się mówię:
- Idę do łazienki.
Odwracam się i wpadam na jakieś – przystojnego – faceta.
Upadłabym gdyby mnie nie złapał w talii. Jednak czemu wciąż mnie nie puścił?
Kiedy wreszcie przestaję się na niego gapić i odzyskuję mowę mówię:
- Przepraszam. Powinnam uważać jak chodzę.
- Nigdy bym nie podejrzewał, że zachowujesz się jak typowa nastolatka z filmów. Chociaż miło widzieć, że nawet kiedy jesteś zażenowana wyglądasz uroczo.
Gapię się na niego z otwartą buzią, a jago następne słowa uderzają mnie w twarz.
- Miło też słyszeć, że jestem zajebisty.
Uśmiecha się ukazując rząd idealnie białych zębów.
To on. Shade. Mój tajemniczy nieznajomy. Ten dziwny gość. Przystojniak z seksownym głosem. Może to i płytkie, ale lepiej trafić nie mogłam.
- Miło cię wreszcie poznać – dukam i staję o własnych siłach, lecz on wciąż mnie nie puszcza – niestety są potrzeby ważniejsze niż ty. Między innymi siku.
Czerwienię się i uciekam do łazienki. Szybko stukam SMS do Lee:
- Ale przystojniak! Miazga!!!
Wracam, a Shade zastawia mi drogę do mojego stolika. Nie do wiary, że siedział tuż obok i wszystko słyszał.
- Skoro już się poznaliśmy – mówi z uśmiechem – co powiesz, żebyśmy spotkali się jutro?
- Jutro? - Powtarzam jak głupek.
- Nie wyjdziesz na typową sukę. Mówiłem ci, że warto było czekać na moją urodę – mówi z uśmiechem i wiem, że żartuje.
Wspominałam mu o tym, że boję się go spotkać, żeby potem nie było przypału.
- Byłabym typową suką, gdybym powiedziała, że z przyjemnością się z tobą spotkam?
- Byłabyś, gdybyś odmówiła.
Uśmiecham się, a on narzuca kurtkę. Zanim wyjdzie, nachyla się nade mną i szepcze do ucha:
- Warto było czekać na twoją reakcję.
Potem całuje mnie w policzek i wychodzi z kawiarni.
Padam na fotem i wypuszczam powietrze. Dziewczyny wciąż mają otwarte ze zdziwienia buzie.


Siedzę na ostatniej lekcji i dostaję SMS.
- O której kończysz? :)
Shade.
- Za dziesięć minut.
- Będę czekał pod szkołą :).
- Denerwujesz się? - Pyta szeptem Lee, a ja w odpowiedzi kiwam głową.
Jak cholera.
Ubieram się, poprawiam włosy i usta kredką z fioletową poświatą, pytam dziewczyn jak wyglądam i po ich uniesionych w górę kciukach wychodzę przed szkołę.
Shade stoi oparty o Range Rovera i uśmiecha się na mój widok. Jego uśmiech... dech w piersi zapiera.
- Cześć – mówię nieśmiało stając naprzeciw.
- Cześć.
Odpowiada i otwiera mi drzwi, po czym sam wsiada za kierownicą i rusza.
Przez chwilę siedzimy w ciszy, z radia leci jakaś piosenka, lecz ja oglądam auto. Moje wymarzone auto.
- Pytaj – mówi Shade z uśmiechem.
- Gdzie jedziemy?
- To raczej nie jest to o co chcesz zapytać odkąd wsiadłaś. A poza tym to niespodzianka.
Mrużę oczy, ale zadaję właściwe pytanie:
- Skąd masz to auto?
- To Wesa – mówi – kupił sobie za zarobione pieniądze w grze.
- Grze? Ach tak, bilard – odpowiadam sama sobie przywołując nasze rozmowy z początku znajomości.
Dojeżdżamy do jakiegoś wysokiego bloku i wjeżdżamy na parking.
- Jedziemy do ciebie? - Pytam z lekkim niepokojem w głosie, a on kiwa głową – ale nie jesteś psychopatą, prawda?
Śmieje się i odpowiada:
- Ty znowu swoje. Już ci mówiłem nie jestem psychopatą, jednak podejrzewam, że nie jestem dla ciebie odpowiedni.
Gasi silnik, lecz żadne z nas nie wysiada. Wpatruję się w niego, a on przed siebie i mówi dalej.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć. Nie miałem czegoś takiego z żadną dziewczyną, dlatego nie odpuściłem. Wiem, że znajomość ze mną naraża cię na pewnie niebezpieczeństwo i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała mieć ze mną nic wspólnego.
Spogląda mi w oczy i pierwszy raz w życiu widzę prawdziwie smutne spojrzenie. Przełykam ślinę i odpowiadam drżącym głosem.
- Nie chcę po prostu żebyś mnie skrzywdził.
- Nie skrzywdzę cię – odpowiada zdziwiony jakby nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
- Ani emocjonalnie, ani fizycznie? - Pytam przypominając sobie obietnice Patricka. On też obracał się w podobnym towarzystwie.
- Co do emocji to nie będę nic mówił, bo nie potrafię przewidzieć przyszłości. Lecz nigdy cię nie uderzę. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś.
- Nieważne. Po prostu już chodźmy.
Uśmiecham się i wysiadam. On za mną i prowadzi mnie do windy. Wciska piąte piętro i ruszamy.
- Czemu pomalowałaś usta szminką? - Pyta nagle z uśmiechem.
- Mam zasadę, że nie całuję się z chłopakiem na pierwszej randce – odpowiadam – i to nie szminka, tylko kredka.
- Cokolwiek to jest, myślisz, że mnie powstrzyma? - Unosi do góry brwi i ma rację.
- Nie jesteś zbyt pewny siebie? - Pytam.
- Nie. Ale to nie zmienia faktu, że nie oprzesz mi się, kiedy będę chciał cię pocałować.
- Może się założymy? - Prostuję się i unoszę prawą brew.
- Dobra. Do końca będę stwarzał sytuację, w których każda dziewczyna rzuciłaby się na mnie z ustami. Nie pocałuję cię póki ty tego nie zechcesz, co nie znaczy że nie będę cię prowokował.
Oblizuję usta i wyciągam rękę.
- Zgoda. Jeśli wygram ja wybieram miejsce na drugą randkę, jeśli ty wygrasz, ty wybierasz.
- Nie jesteś zbyt pewna siebie? Liczysz na drugą randkę? - Przedrzeźnia mnie, lecz oddaje uścisk dłoni, co znaczy, że układ został zawarty.
Wysiadamy w ciszy i kiedy wkłada klucz do dziurki w drzwiach pyta:
- Milczysz, bo wpakowałaś się właśnie w niezłe bagno?
- Milczę, bo zastanawiam się, gdzie pójdziemy na drugą randkę.
Otwiera przede mną drzwi, a ja wchodzę do ładnie urządzonego mieszkania. Czuję, że Shade jest za mną i, gdy tylko słyszę psa chowam się w jego ramionach i cała się trzęsę.
- Veronica? - Pyta z troską w głosie – co jest?
- Nie mówiłeś, że masz psa – syczę patrząc na wielkiego owczarka niemieckiego.
- To jest Rocky. Pies Wesa, nie zrobi ci krzywdy, musi cię tylko obwąchać – mówi Shade i znajduję się na długość jego ramienia – dobrze?
Kiwam głową i czuję, że do oczu napływają mi łzy. Pies mnie okrąża, obwąchuje i siada pod moimi nogami. Kładzie głowę obok nich i idzie sobie na komendę Shadea.
- Wszystko gra? - Pyta ocierając mi łzę z policzka.
Kiwam głową i uśmiecham się.

Siedzimy przy blacie w kuchni i jemy spaghetti, które Shade ugotował. Jest przepyszne.
- Masz coś do picia? - Pytam.
- Sok w lodówce. Wybacz, zapomniałem zaproponować – mówi i wstaję, lecz zbywam go machnięciem reki, ponieważ ja siedzę w wewnętrznej stronie kuchni.
Otwieram lodówkę i wyciągam pomarańczowy sok. Odwracam się i Shade stoi za mną.
- Czekałeś na tą chwilę, co? - Pytam, a on się uśmiecha i wyjmuje mi sok z ręki, po czym nalewa do dwóch szklanek.

Kończymy jedzenie i pytam:
- Który to twój pokój?
- Ostatni.
Odpowiada i zanim zdąży coś dodać otwieram do niego drzwi.
Zamiast łóżka ma materac naprzeciw mnie, na prawo od niego jest wielkie balkonowe okno z pięknym widokiem na miasto.
Kładę się na jego łóżku i czekam aż wejdzie. Jego reakcja mnie zaskakuje. Zatrzymuje się w progu i opiera o framugę.
- Co? - Pytam słodko.
- Widok ciebie w moim łóżku jest nie do opisania.
Wstaję i rumienię się. Wiem, że gdybym tam została, doszłoby do czegoś, przed czym nie umiałabym się powstrzymać.
- To twoja mama? - Pytam pokazując na zdjęcie na półce, a on kiwa głową – ładna.
Podchodzi do mnie i chwyta mnie w talii.
- Zmieńmy temat – mówi.
- Czemu? - Unosi brew chyba trochę urażony, lecz mnie nie puszcza – czemu nie chcesz opowiedzieć mi o swojej mamie, albo tacie? Ty wiesz wszystko o mojej rodzinie – spuszczam wzrok bojąc się, że Shade zaraz odejdzie. W dodatku zły.
On jednak unosi mój podbródek i każe spojrzeć na siebie. Nic nie mówi, jego oczy wyrażają więcej smutku niż jakiekolwiek słowa. Nie wiem czemu, ale go przytulam. Zaskakuję go tym, ponieważ dopiero po chwili odwzajemnia uścisk. Zaczynam jeździć palcem po jego plecach czując pod koszulką mięśnie. Nagle chwyta moją dłoń trochę zbyt mocno.
- Shade? - Pytam drżącym głosem, a on poluźnia uchwyt, lecz wciąż trzyma jakby się bał, że odejdę – co się dzieje?
Opiera czoło o moje czoło i naprawdę mam ochotę go pocałować. Widzę, że się uśmiecha.
- Twarda jesteś – mówi i ciągnie mnie na łóżko.
Kładziemy się i wciąż jestem trochę oszołomiona jego zmiennym zachowaniem. Trochę przypomina mi Patricka. A przecież mówił...
Leżę przy ścianie twarzą do niego, a on po zewnętrznej stronie.
- Przepraszam – mówi – po prostu... miałem trudne dzieciństwo.
- Twój tata – domyślam się o co chodzi, lecz boję się to powiedzieć głośno – czy on cię molestował?
Zamyka oczy i wiem, że trafiłam w sedno. On się go boi. Boi się własnego ojca.
- Miałem sześć lat. Przed pięć lat przychodził do mojego pokoju. Noc w noc – głos mu drży.
- Przykro mi – mówię cicho, bo na nic innego mnie nie stać – dlatego nie lubisz czyjegoś dotyku?
Mam na myśli akcję przed chwilą. Kiwa głową, więc odruchowo zabieram rękę z jego ramienia, którą położyłam tam przed chwilą.
- Nie – szepcze.
Bierze moją rękę, całuje ją, po czym sama kładę ją z powrotem na jego ramię. Przysuwam się do niego i zaczynam smyrać go po ramieniu.
- W twoim dotyku jest coś innego – mówi wciąż cicho.
Uśmiecham się na te słowa. Jednak w głębi duszy nienawidzę jego ojca. Jak można coś takiego zrobić dziecku?

Stoimy przed moim domem. Cały dzień leżeliśmy i rozmawialiśmy. Potem Shade mnie odwiózł.
- Cholernie twarda sztuka z ciebie – śmieje się i głaszcze mój policzek – przykro mi, że zjechaliśmy dziś na te tematy. Nie tak to sobie wyobrażałem.
- A jak? Że rzucę się na ciebie i będę chciała polecieć w ślinę? - Śmiejemy się i dodaję – dobrze się bawiłam. I wygrałam, więc na drugą randkę idziemy w przyszłym tygodniu. Do kina.
Śmieje się znowu, więc całuję go w policzek i wchodzę do domu.



Kolejna część w piątek :)
Jak wam się podoba do tej pory? :)
xoxo