niedziela, 19 maja 2013

Część 43

Weszłam do kina. Nie było ludzi, a kiedy Sam mnie zobaczył, bardzo się zdziwił.
- Cześć – powiedział, gdy podeszłam – słyszałem o twoim wypadku. Jak się czujesz?
- Żyję, ale potrzebuję pomocy.
- Mów.
W tym momencie coś sobie uświadomiłam. Nie mogę przecież wciągnąć w to Sam'a czy Anne. Oni mają normalne życie, a ja nie mam prawa im tego odbierać. Po za tym, za długo by trwało opowiedzenie każdemu z nich całej historii, by zrozumieli.
- Lena? - Wyrwał mnie z zamyślenia.
Spojrzałam w bok i zobaczyłam Lexi idącą w kierunku kina. Najprawdopodobniej nie chciała, bym uczestniczyła w całej akcji i chciała mnie powstrzymać. Wskoczyłam za ladę, kucnęłam i powiedziałam cicho do Sam'a:
- Kryj mnie.
- Funkcjonariusz policji Lexi Bridge – usłyszałam – szukamy Leny Adams.
- Przykro mi, nie widziałem jej dzisiaj.
- Jesteś pewien? Jej samochód stoi na parkingu.
Cholera.
Sam pokręcił głową, a po kilku minutach pokazał mi, że sobie poszli.
- Dziękuję – rzuciłam i chciałam odejść, kiedy mnie zatrzymał.
- O co chodzi? - Spytał.
W skrócie powiedziałam mu, że ktoś porwał Ethan'a i, że ten ktoś ma na pieńku z moim tatą. Nie dopytywał, widział, że ta historia ma długie rozwinięcie.
- Policja cię szuka. Nie możesz poruszać się po mieście samochodem Ethana – wyciągnął z kieszeni kluczyki i wręczył mi – weź mój. Stoi na parkingu dla pracowników.
- Nie mogę.
- Weź. Przynajmniej tak ci pomogę. Ja wrócę autobusem. Ale oddaj kluczyki do rovera – zrobiłam to niechętnie.
- Dziękuję – przytuliłam go.
- Słuchaj, zrób co masz zrobić i gdyby coś, dzwoń.
- Nie. Nie chcę cię mieszać. To za duże ryzyko.
- Dobra. Ale pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Jesteśmy przyjaciółmi.
Uśmiechnął się, a mnie w oku zakręciła się łza. Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam tylnym wyjściem. Znalazłam czarne volvo. Wsiadłam i ruszyłam dalej. Następnym miejscem był dom Anne. Jej tata grał kiedyś w baseball i pewnie trzymał nieużywane kije. Potrzebowałam jednego, by móc jakoś się bronić. Podeszłam do drzwi, zapukałam dwa razy i po chwili otworzyła mi mama Anne.
- Dzień dobry. Jest może Anne?
- Tak, proszę wejdź. Zawołałam ją. Kochanie! - Krzyknęła kobieta, po czym odeszła.
Miała bardzo nietypową, lecz ładną urodę. Anne zeszła po schodach i się zdziwiła.
- Cześć. Co tu robisz?
- Cześć. Potrzebuję pomocy.
Anne stała jak wryta i uważnie słuchała tego, co mówiłam. Powiedziałam jej to samo co Sam'owi. Dodałam tylko wydarzenia sprzed kilku minut i to, że potrzebuję broni. Zaprowadziła mnie do garażu i wręczyła drewniany kij.
- Mam jeszcze metalowy, ale tylko ten jest do użytku.
- Jest super. Dziękuję.
Uśmiechnęłam się, a ona odwzajemniła uśmiech. Powiedziała kilka słów od siebie i wróciłam do auta. Spojrzałam na zegarek – czwarta. Miałam trzy godziny, żeby odwiedzić ostatnią osobę i pojechać do motelu. Tego motelu, w którym był tata. Tego samego, który mi się śnił. To mnie najbardziej przerażało. Sen, w którym zabili Ethan'a.
Zapakowałam samochód Sam'a przed kawiarnią i weszłam do środka. Kilku chłopaków sprzątało po remoncie.
- Lena? Co ty tu robisz? Nie powinnaś leżeć? - Spytał mnie Danny.
- Przyjechałam do Billa – powiedziałam, a on wskazał tyły kawiarni.
Ruszyłam tam i zastałam tatę Ethan'a wyrzucającego śmieci do kontenera.
- Cześć mała. Coś się... - nie dokończył, ponieważ zobaczył łzy spływające po moich policzkach.
Podszedł i przytulił mnie, a ja nie mogłam wykrztusić słowa. Tak trudno było mu powiedzieć, że porwali jego syna.
- Ethan – mówiłam przez łzy - porwali go. Bob. Ja przepraszam – przestałam płakać i wpatrywałam się w przerażoną twarz Bill'a.
- Jak to się stało?
Kiedy skończyłam mu wszystko opowiadać, spytał:
- Chcesz tam jechać?
- Mam jakieś inne wyjście? - Pokręcił głową – policja chce mnie odciąć od tej sprawy, ale jeśli się tam nie pojawię, to...
Nie mogłam dokończyć. Te słowa, nie chciały mi przejść przez gardło. Bill jednak zrozumiał.
- Jadę z tobą.
- Nie – spojrzał na mnie zaskoczony – chciałam tylko żebyś wiedział.
- Lena, wiem o co ci chodzi. Już jestem w to wplątany, zresztą to mój syn, a on cię kocha. Nie puszczę cię samej – coś jeszcze mi tłumaczył, ale mój słuch zakodował słowo kocha.
- Zostaniesz w samochodzie i będziesz czekał na sygnał. Nie mogą wiedzieć, że ze mną jesteś.
Kiwnął głową i ruszaliśmy.
Przed kawiarnią stał Aaron i Mandy.
- Czekaj w samochodzie. Zaraz przyjdę – powiedziałam do Bill'a i rzuciłam mu kluczyki.
Ta dwójka podeszła do mnie i pierwsza odezwała się Mandy:
- Słyszałam, że Ethan to twój chłopak. Więc gdzie on jest?
- Nie twój interes – odparłam znudzona. Nie miałam czasu na pogawędki z nimi, ale wiedziałam, że bez tego nie pozwolą mi odejść.
- Pewnie ją przeleciał i odszedł – powiedziała do Aaron'a.
On tylko stał i patrzył na mnie.
- Czego chcecie? - Spytałam.
- Mamy dla ciebie propozycję – zaczęła Mandy, lecz Aaron jej przerwał i sam kontynuował.
- Dam ci spokój pod jednym warunkiem.
- Nie prześpię się z tobą – dokończyłam za niego, a oni popatrzeli na mnie zdziwieni.
Po chwili na twarzy chłopaka pojawił się chytry uśmieszek.
- Zrobisz to, albo zniszczysz Ethan'owi życie – po tych słowach zaszkliły mi się oczy.
Aaron nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielką wagę mają w tej chwili jego słowa. Zamrugałam, by nie pomyśleli, że mnie przestraszyli. Byłam przestraszona na tyle na ile to możliwe. Bałam się o życie mojego chłopaka, ale starałam się być opanowana. Nie mogłam sobie pozwolić na utratę kontroli nad emocjami.
- Zostaw go w spokoju – powiedziałam groźnie do Aaron'a.
Chwycił mnie za zraniony nadgarstek i ścisnął go odpowiadając:
- Wybór należy do ciebie.
Po czym ścisnął mocniej. Chyba chciał by mnie to zabolało i bym ugięła się przed nim oraz zgodziła na jego ofertę. Oczywiście, nadgarstek bolał jak cholera, ale nie pokazałam tego Aaron'owi. Na jego twarzy powoli malowało się zaskoczenie i strach. Chwyciłam go za koszulkę, przyciągnęłam do siebie tak, że nasze usta dzieliły centymetry.
- Skrzywdź Ethana, albo chodziaż na niego spójrz, to cię zabiję – wycedziłam przez zaciśnięte zęby, oblizałam wargi (starałam się zrobić to w jak najseksowniejszy sposób) po czym pchnęłam go na ziemię. Upadł i nie podniósł się dopóki nie odeszłam. Był przestraszony moim zachowaniem, a ja byłam z tego dumna. Mandy nawet się nie poruszyła, by mu pomóc. Wiedziałam, że grożenie śmiercią nie jest dobrym pomysłem, ale w tym momencie miotały mną różne uczucia, a odwaga była jednym z nich. Byłam zaskoczona jak wredna, silna, odważna i nieprzewidywalna mogę się stać, jeśli walczę o coś co kocham. W tym przypadku – o kogoś.
Wsiadłam do auta i zobaczyłam uśmiech na twarzy Bill'a.
- Należało mu się – powiedział, nie patrząc na mnie.
Tym razem ja się uśmiechnęłam i ruszyłam.
Z prędkością prawie dziewięćdzieśięciu kilometrów na godzinę pojechaliśmy do motelu.
- Więc jak wam się układa? - Spytał Bill, żeby pozbyć się krępującej ciszy.
- Chyba dobrze – spojrzał na mnie spode łba, więc dodałam pewniej – dobrze.
- Pasujecie do siebie – uśmiechnęłam się i od razu posmutniałam.
Co jeśli go więcej nie zobaczę? Nie, nie, nie. Nie wolno ci tak myśleć Lena.
Dojechaliśmy i zaparkowałam naprzeciw, i oczekiwałam widoku ze snu. Jednak to co zobaczyłam było gorsze. Motel się palił. A godzina była dopiero piąta czterdzieści pięć.
Wybiegłam z auta i nie zwracając uwagi na gapiów, chciałam dostać się do budynku. Nie panowałam nad sobą. Na szczęście Bill tak, więc podbiegł do mnie i złapał w pasie, nie puszczając w ogień. Krzyczałam, biłam, kopałam i płakałam. Bałam się, że Ethan tam jest.
- Niech pan ją stamtąd zabierze! - Krzyknął do Bill'a jeden ze strażaków.
- Ktoś tam był? - Spytałam przez łzy, a mężczyzna pokręcił głową.
Uspokoiłam się trochę i pozwoliłam Bill'owi odciągnąć mnie na bok, zanim nastąpił kolejny wybuch.
Staliśmy przy samochodzie. On myślał na głos nad tym, co mogło się stać, a ja chodziłam roztrzęsiona i rozdygotana. Nie mogłam się uspokoić.
- Lena, czy na tej kartce było coś jeszcze? - Po chwili namysłu, pokręciłam głową.
Usłyszałam syreny policyjne i znajomy głos. Lexi. Złapałam się za głowę, lecz nie uciekałam. Nie dałabym rady.
- Lena Adams jedziesz z nami.
- Czemu? Dlaczego nie chcecie ratować Ethana! - Wrzasnęłam.
- Chcemy, ale ty nie możesz w tym uczestniczyć.
- Oni chcą mnie. Więc...
- Przyszłaś do nas po pomoc – wtrąciła mi.
- I co otrzymuję? - Spytałam chamskim głosem.
Lexi zmierzyła mnie wzrokiem, założyła kajdanki, popchnęła w kierunku Jim'a i powiedziała do niego:
- Zawieź ją na komisariat. A ty John, bierz Billa.
Jim chwycił mnie za ramię i poprowadził do wozu policyjnego. Otworzył tylne drzwi i usiadłam. Nie stawiałam oporów.
Jechaliśmy chyba z godzinę, ponieważ kiedy spojrzałam na zegarek była szósta. Według moich obliczeń powinniśmy dawno być w Wildwood.
- Gdzie jedziemy? - Spytałam znudzonym głosem.
Poddałam się, albo nie wiedziałam co robię.
- Chcesz ratować swojego chłopaka? - Spytał, a ja usiadłam prosto z nową nadzieją – Lexi nie jest tym za kogo się podaje.
- Co to znaczy? Nie jest policjantką?
- Jest, ale ci nie pomaga – zgłupiałam – pracuje dla Boba.
- Co? To niemożliwe – zaśmiałam się.
- Nie jestem pewien, ale mówię prawdę. Słyszałem dziś jej rozmowę, po tym jak wyszłaś. Zadzwoniła do kogoś i powiedziała o całej spawie. O tym, że Bob porwał Ethana.
- Więc nie może dla niego pracować – wtrąciłam, ponieważ to wydawało mi się nielogiczne.
- Dobrze, ale w takim razie nie była z tobą szczera. Powiedziała temu komuś, że muszą zapobiec, by Bob cię nie dorwał. Dodała, że Ethan musi zginąć.
Zamarłam. Jeśli to co Jim mówił, było prawdą, dlaczego Lexi to robiła? I z kim. Nie mogła pracować sama, lecz nie pracowała też dla Bob'a.
- Coś jednak poszło nie tak – kontynuował – ktoś się wtrącił, dlatego motel się palił.
- Dlaczego miałabym panu wierzyć – wypaliłam nagle.,
Jim zatrzymał samochód, wysiadł i przyszedł otworzyć mi drzwi. Gestem ręki kazał wysiąść, więc tak też zrobiłam. Odwrócił mnie i zdjął kajdanki.
- Wybór należy do ciebie. Ale ja wiem, gdzie jest Ethan.
Patrzyłam na niego przez chwilę, po czym kiwnęłam głową i pojechaliśmy dalej.



Kolejna część - wtorek.
I jak?  :)

piątek, 17 maja 2013

Część 42

Obudziłam się pierwsza i poszłam do toalety. Było mi tak okropnie niedobrze, że zwymiotowałam.
Przyszedł Ethan, kucnął przy mnie i położył dłoń na plecach. Poprosiłam go, żeby wyszedł, ponieważ nie chciałam by widział mnie w takim stanie. Kiedy zamknął drzwi, umyłam zęby i poprawiłam jakoś swój wygląd. Miałam zaspane oczy, włosy sterczały mi w inną stronę i chciałam wrócić do łóżka, ponieważ ból głowy był okropny.
Poszłam do kuchni i usiadłam na stołku. Przede mną pojawiła się szklanka wody i tabletka. Bez pytań ją wzięłam i popiłam trzema łykami, po czym się skrzywiłam.
- Niedobra.
- Nie ma być dobra, tyko ma pomagać – powiedział Ethan i podał mi na talerzu obiad.
Chyba przeczuwał, że dużo nie zjem, więc zrobił naleśniki z czekoladą. Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
- Która godzina? - Spytałam z pełną buzią i zrobiło mi się głupio.
- Piąta.
- Długo spaliśmy – kiwnął głową – co dziś robimy?
- A co chcesz robić? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Spać – oddałam talerz.
Zdziwił się, ponieważ zjadłam tylko dwa naleśniki z czterech. Jednak bez pytania go wziął i skończył jeść za mnie. Oparłam głowę na rękach i patrzyłam w ten widok. Byłam tak zamyślona, że nie usłyszałam co powiedział.
- Lena.
Ocknęłam się i powiedziałam:
- Przepraszam. Zmyśliłam się.
Uniósł brwi, lecz powtórzył pytanie:
- Chcesz obejrzeć jakiś film?
- Powinnam się pouczyć, jeśli... - Nie dał mi dokończyć.
- Nie idziesz jutro do szkoły – powiedział stanowczo, kładąc nacisk na każde słowo.
- A praca? - Uniosłam brew.
- Zobaczymy. Nie jestem chętny temu, żeby któreś z nas szło do pracy, ale może będzie to lepsze niż siedzenie w domu i czekanie na śmierć.
Wstawił talerz do zlewu i podszedł do mnie. Stanął naprzeciw, a ja powiedziałam śpiewnie:
- Więc powinnam chodzić do szkoły! - Po czym się zaśmialiśmy.
Ethan schował głowę w zagłębieniu mojej szyi, a ja go objęłam. Poczułam, że naprawdę muszę zapewnić mu ochronę.
- Ethan – spojrzał na mnie – rozmawiałeś z moim tatą?
Westchnął i kiwnął powoli głową.
- Lena, proszę cię... On cię pakuje w kłopoty – powiedział nagle.
- O co ci chodzi? Nieważne, posłuchaj, muszę się z nim spotkać.
Wyciągnął zgiętą kartkę z tylnej kieszeni i wręczył mi. Rozwinęłam ją i kiedy czytałam, Ethan dalej mnie obejmował, jakby się bał, że ucieknę. Na kartce było napisane 17:30 plaża. Smocza wyspa.
- Ethan! - Krzyknęłam na niego i wyrwałam z objęć.
Widziałam ból w jego oczach, kiedy go tak potraktowałam.
- Lena, przepraszam, że ci nie powiedziałem – mówił zrozpaczony – chciałem cię chronić.
- Muszę z nim porozmawiać – powiedziałam, poszłam po kurtkę i ubrałam ją.
Smocza wyspa to mała wysepka, dwa kilometry na północ od mieszkania Ethan'a. Często z tatą tam jeździliśmy, kiedy byłam mała. Dlatego Jessie zaczął nazywać to Smoczą wyspą i my później też.
- Czekaj! - Krzyknął, kiedy stałam na tarasie – idę z tobą.
- Nie – spojrzał na mnie zdziwiony – wybacz, ale idę sama. Muszę porozmawiać z tatą. Nic mi nie będzie – powiedziałam z naciskiem i mocno pocałowałam go w usta.
Dlaczego czułam, że widzę go po raz ostatni? Tak jakbym okłamywała go, a moim prawdziwym zamiarem jest ucieczka. Czułam, ze muszę się z nim pożegnać. Dlatego chyba powiedziałam te słowa:
- Kocham Cię – i wybiegłam na plażę.
Nie chciałam się odwracać. Miałam łzy w oczach. Najgorsza była świadomość, że nie wiedziałam dlaczego.
Do taty doszłam w dziesięć minut. Szłam szybko, pawie biegłam. Zresztą czekał bliżej niż się spodziewałam.
- Cześć - powiedziałam rzucając mu się w ramiona.
Pogłaskał mnie po głowie i odparł:
- Cześć skarbie. Tak bardzo się cieszę, że nic ci nie jest.
Zaprowadził mnie na skały i usiedliśmy na jednej.
- Trzymasz się jakoś? - Spytał tata.
- Jakoś. Byłeś w szpitalu?
- Oczywiście. Chciałem zobaczyć jak się czujesz, ale mama mnie nie wpuściła. Poprosiłem Ethana by przekazał ci wiadomość – uśmiechnął się, lecz jego uśmiech nie przypominał już dawnych uśmiechów.
- Co mam robić? - Spytałam nagle, po chwili ciszy.
- To znaczy?
- Nie chcę by Ethan był w to zamieszany. Chcę go chronić i chcę to skończyć. Tylko nie wiem jak – wytłumaczyłam bliska płaczu.
Tata objął mnie ramieniem i spytał:
- Kochasz tego chłopaka? - Kiwnęłam głową i łzy zaczęły mi lecieć, jak kostki domina pchnięte przez człowieka.
Tata nic nie mówił, tylko ocierał nadmiar łez na moich policzkach. Po chwili się uspokoiłam, otarłam twarz i spojrzałam na tatę.
- Co robimy? - Spytałam.
- Daj mi trochę czasu. Załatwię to.
- Tato – powiedziałam wstając – nie mamy czasu. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Boję się o wszystkim moich bliskich. A w końcu zaczyna mi się układać w życiu.
- Wiem kochanie. Naprawdę przepraszam – podszedł do mnie i przytulił – kilka dni. Obiecuję.
- Dobrze – powiedziałam po krótkim namyśle – można się z tobą jakoś skontaktować, gdybym miała problem?
- Przykro mi, ale wszystkie sposoby są zbyt niebezpieczne. Ja będę się kontaktował z tobą.
- Ale – chciałam coś dodać, lecz się wycofałam.
Pożegnałam się z tatą i wróciłam do mieszkania. Weszłam przez taras i zamknęłam za sobą drzwi.
- Ethan! - Zawołałam, jak gdyby nie było poprzedniej `kłótni`.
Odpowiedziała mi cisza. Zawołałam jeszcze raz, po czym ruszyłam w kierunku sypialni. Drzwi były otwarte, a w środku było pusto. To samo w łazience. Spojrzałam jeszcze raz do sypialni – kluczyki leżały na szafce, więc nigdzie nie pojechał. Wróciłam do kuchni i zauważyłam jakąś kartkę na blacie. Mamy Ethan'a. Jeśli chcesz go odzyskać bądź dziś o 19:00 w motelu na północ. Jeśli cię nie będzie, zabijemy go. Tak brzmiała treść kartki. Nadawca nie musiał się podpisywać, bym wiedziała kto to. W moich oczach pojawiły się łzy, a w sercu strach. To moja wina. Życie Ethan'a leży w moich rękach. Nie wiedziałam co robić. Znaczy – oczywiście, że tam pojadę. Ale bez planu, ta akcja ratownicza nie będzie miała sensu. Muszę jechać do Lexi.
Byłam w szoku, lecz nie pozwalałam na stratę panowania nad nim. Zamrugałam by nie płakać i poszłam do sypialni. Związałam włosy w koka, zarzuciłam kurtkę i telefon (naładowany już). Wzięłam jedną tabletkę na ból głowy, a pudełeczko schowałam do kieszeni kurtki. Chwyciłam kluczki i poszłam do samochodu. Na wszelki wypadek, zamknęłam drzwi na klucz. Z podjazdu wjechałam z piskiem opon i przekraczając dozwoloną prędkość ruszyłam na komisariat. Gdy nierówno zaparkowałam, wyskoczyłam z auta, blokując je i pobiegłam przed siebie. Wpadłam przez drzwi i ruszyłam prosto do gabinetu Lexi, nie zwracając uwagi na gapiów. Weszłam i przerwałam kłótnię Lexi i Jim'a.
- Przepraszam – powiedziałam i chciałam wyjść, lecz mnie zatrzymali.
- Nie, nie. Wchodź. Właśnie skończyliśmy – powiedziała Lexi i spytała: - coś się stało?
- Ethan. Porwali go.
Lexi i Jim zamilkli i spojrzeli na mnie jak na psychicznie chorą. Usiadłam i opowiedziałam im wszystko. Kiedy skończyłam, spytałam:
- I co robimy?
- Ty nic nie robisz. My się wszystkim zajmiemy.
- Co?! - Krzyknęłam – nie mogę tak po postu siedzieć i czekać, aż go zabiją. Oni chcą dorwać mnie. Nie słuchała mnie pani?
- Słuchałam, ale to zbyt...
- Mam to gdzieś – przerwałam jej – jadę ratować mojego chłopaka. Przyszłam wam to powiedzieć tak po prostu. Gdybyście chcieli się zabawić – powiedziałam ironicznie i wyszłam trzaskając drzwiami.
Spojrzałam na zegarek – druga trzydzieści. Nie mogłam jechać tam sama. Było pewne, że potrzebowałam pomocy, wsparcia. Postanowiłam jechać do kina. Do Sam'a.
Wsiadłam do samochodu i zanim ruszyłam, wzięłam dwie tabletki. Ból był tak silny, że nie wiedziałam czy dam radę prowadzić, lecz musiałam to zrobić.


Ehh... tracę dryk. Mniejsza. Kolejna część - niedziela. :)

środa, 15 maja 2013

Część 41

Otworzyłam oczy i powoli zaczęłam odzyskiwać świadomość. Nie wiedziałam coś się stało, gdzie jestem, ani gdzie jest Ethan. W tej chwili martwiłam się bardziej o niego, niż o mnie. Ostatnie co pamiętam to jak leżał na ziemi. Później się obudziłam.
- O! - Powiedziała do mnie radosnym głosem jakaś kobieta – widzę, że wracasz do żywych. Jak się czujesz kochanie?
- Gdzie... - mówiłam dławiąc się własną śliną – Ethan.
Kobieta chyba zrozumiała, ponieważ wyszła i zawołała kogoś. Po chwili zobaczyłam nad sobą twarz chłopaka. Miał zaczerwienione oczy i usta. Odgarnął mi włosy z czoła i zaczął mówić do mnie po imieniu, ale nie mogłam odpowiedzieć. Coś kazało mi spać i, mimo że chciałam zapytać Ethan'a o wiele rzeczy, nie mogłam. Po prostu zamknęłam oczy.
Kiedy przebudziłam się po raz drugi, lepiej się orientowałam. Dalej się nie domyśliła gdzie jestem, choć czułam, że powinnam znać to miejsce. Spojrzałam na swoje ręce. Lewy nadgarstek był owinięty bandażem i piekł. Nad tym widniał ślad po igle? Tak, po igle. Na prawej ręce widniał siniak. Dość duży jak na siniak. Czułam lekkie pulsowanie w skroni i ból z tyłu głowy.
Zobaczyłam, że koło drzwi stoi policjant i Ethan rozmawiający z moją mamą. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to to, że on żyje.
Zobaczył, że się obudziłam i powiedział to mojej mamie, po czym wbiegła do sali. Zalała mnie fala pytań jak się czuje i tym podobne.
- Ethan – wykrztusiłam tylko to imię.
Mama zrozumiała, uśmiechnęła się, ucałowała w czoło i wyszła. Do sali wszedł Ethan.
- Cześć – powiedział siadając obok i łapiąc mnie za rękę. Lewą.
O co w tym wszystkim chodziło?!
- Gdzie jestem? - Wykrztusiłam.
Ethan zamknął oczy i odpowiedział po chwili:
- W szpitalu – spojrzałam na niego jak na głupka – jeden z pomocników Boba czekał przy samochodzie i nas zaatakował. Trochę cię poobijał, ale na szczęście policja przyjechała na czas. Ja nie dałem rady... - Łza spłynęła po jego policzku – nie dałem rady cię obronić.
Położył głowę koło mojego ramienia.
- Co mi jest? - Spytałam już wyraźniejszym głosem.
- On miał nóż – podniósł głowę i znów patrzył mi w oczy. Starł łzy i kontynuował – zranił cię... - nie skończył, tylko dotknął delikatnie mojego lewego nadgarstka.
Teraz do mnie dotarło. Już wiedziałam, czemu piekł.
- Która godzina? - Spytałam nagle.
- Szósta rano. Spałaś chyba trzy godziny.
- A ty?
- Czuwałem – odparł i uśmiechnął się.
- Powinieneś się przespać przed pracą – powiedziałam głaszcząc jego policzek.
- Nie idę – zdumiałam – wziąłem wolne na dziś. Wszystko wyjaśniłem szefowi mojemu i twojemu. Znaczy... Bill wszystko załatwił.
- Czy ja uderzyłam się w głowę?
- Tak straciłaś przytomność. Musiałaś uderzyć głową w samochód – powiedział lekarz, który właśnie wszedł, a ja się skrzywiłam – miałaś dużo szczęścia. Żadnych trwałych uszkodzeń.
Uśmiechnął się, poprosił Ethan'a by się odsunął i zaczął mnie badać. Najpierw zmienił mi opatrunek na ręku. Najwidoczniej dotarło aż do żyły. Wstrząsnęły mną ciarki. Później zbadał moją głowę, świecąc latareczką w oczy. Sprawdził jeszcze kilka innych rzeczy i okazało się, że wszystko w porządku.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Chciałem zostawić cię na obserwacji, ale jeśli dobrze się czujesz – usiadłam na łóżku – twój... - wskazał na Ethan'a, a ja dokończyłam.
- Chłopak.
- Chłopak – powtórzył – zajmie się tobą lepiej, niż my.
Zaczął coś pisać w sowim notesie, po czym wręczył kartkę pielęgniarce.
- Tutaj macie wizytówkę. Gdyby coś się działo to dzwońcie lub przyjeżdżajcie. Przepiszę ci jeszcze tabletki na ból głowy. Zaraz wracam – wyszedł i zostałam sama z Ethan'em.
Gdy drzwi się zamknęły, pomógł mi wstać i od razu rzuciłam mu się w ramiona.
- Mogę wam przeszkodzić? - Spytała mama, wystawiając głowę zza drzwi.
- Jasne – odpowiedział Ethan z uśmiechem.
- Pomogę jej się ubrać – powiedziała mama i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mam na sobie jakieś dziwne szpitalne ubranie, gdzie widać mi tyłek. Zaczerwieniłam się, więc Ethan wyszedł.
Mama pomogła mi się ubrać, ponieważ moje poruszanie się po środkach uspokajających i przeciwbólowych było trudne. Nie mogłam utrzymać równowagi i gdyby nie jej pomoc, leżałabym na podłodze więcej niż raz. Kiedy wszystko było gotowe i czekałyśmy na powrót lekarza, spytała:
- Czy teraz mogę uzyskać normalną odpowiedź co do Ethana? - Uniosła brwi, a ja się zarumieniłam.
- Jesteśmy razem – powiedziałam cicho, a ona mnie przytuliła.
- Cieszę się. To dobry chłopak.
Tym razem ja się uśmiechnęłam i wszedł lekarz.
Wręczył mi tabletki, powiedział kilka słów od siebie, uspokoił mamę i kazał dzwonić w razie nasilających się bólów. Pożegnałam się i Ethan zaprowadził nas do samochodu. Tom czekał na mamę przy wyjściu, więc się ucałowałyśmy na dowiedzenia i wsiadłam do range rovera.
- Zapomniałam spytać – zaczęłam, kiedy Ethan zajął swoje miejsce – jak się czujesz?
Zaśmiał się i odparł:
- Chyba lepiej niż ty.
Dałam mu kuksańca, na tyle na ile pozwalały moje siły i pojechaliśmy do mieszkania.

Ethan pomógł mi przy wysiadaniu z wozu, po czym zdenerwował się moim żółwim tempem, dlatego wziął mnie na ręce i wniósł do mieszkania jak pannę młodą. Posadził na łóżku, a ja rzuciłam się na nie z ulgą.
- Która godzina? - Spytałam.
- Po ósmej. Czemu pytasz?
- Zdążę do szkoły?
- Zwariowałaś?! - Krzyknął na mnie, aż usiadłam prosto – Lena, czy ty naprawdę nie rozumiesz powagi sytuacji? Bob i jego ludzie chcą cie dorwać, a ty się martwisz nieobecnością w szkole?
- Szkoła pomaga zapomnieć o tym wszystkim.
- Nie możesz zapomnieć. Musisz się temu przeciwstawić i wygrać.
- A co jeśli przegram?
- Przynajmniej przegrasz na polu bitw.
Usiadł obok i objął mnie ramieniem. Po chwili namysłu coś sobie uświadomiłam i zapytałam go:
- Rozmawiałeś z Lexi?
- Tak. Prosiła, byśmy przyjechali jutro do niej.
- Nie powinniśmy dostać ochrony? - Chłopak wstał – powinniśmy dostać ją już dawno, tylko zapominała spytać Lexi o nią. Pamiętaj, żebyśmy się spytali – dokończyłam błagalnym tonem.
Ethan uśmiechnął się, nachylił nade mną i zaczął całować. Jego usta idealnie współgrały z moimi. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Jego ręka błądziła po moich brzuchu, przyprawiając moją skórę o dreszcze. Moje palce gładziły jego perfekcyjnie wyrzeźbione plecy. W pewnym momencie zdjął koszulkę i teraz dotykiem mogłam podziwiać jego wysportowane ciało.
- Lena – oderwał się na chwilę i zatopił swoje oczy w moich – twój tata był w szpitalu.
Na chwilę znieruchomiałam, lecz potem się odprężyłam i powiedziałam:
- Nie psuj tej chwili.
Kiwnął głową i znów zaczął mnie całować. Jego usta całowały moje, moją szyję, ramiona i obojczyki. Od tego wszystkiego dostawałam gilgotek i chichotałam jak mała dziewczynka. Teraz wiedziałam, byłam pewna, że to jest prawdziwe. Po Aaron'ie powinnam być ostrożna, lecz Ethan... Jemu nie można niczego zarzucić. Był idealny, ponieważ czułam się przy nim szczęśliwa.
Zadzwonił telefon Ethan'a, na co zareagował dzikim wrzaskiem niezadowolenia. Zaśmiałam się i ułożyłam wygodniej w łóżku. Pragnęłam go, więcej i więcej, ale musiałam się zadowolić tym co możemy, ponieważ mam dopiero siedemnaście lat.
- Halo? - Spytał głosem, jakby dopiero wstał. Pewnie chciał wzbudzić w kimś poczucie winy, że przerwał mu sen. Tylko, że Ethan nie spał. Na tę myśl, znów zachichotałam.
Mimo tego, że leżałam w szpitalu, ponieważ zostałam zaatakowana przez pracownika faceta, który chce mnie złapać – miałam dobry humor. Pewnie dzięki Ethan'owi, ale też morfinie, którą podali mi w szpitalu. Jednak zaczęło przemijać... Mina mojego chłopaka zmieniła się momentalnie. Wyszedł z pokoju, żeby spokojnie porozmawiać, co mnie zdziwiło, jak i troszkę uraziło. Położyłam się na prawym boku i czekałam, aż leki przestaną działać i zacznie się ból. Ból w ręku, głowie, szum w uszach i niepokój w sercu. Ta cała sytuacja zaczynała mnie przerastać. Muszę koniecznie spotkać się z tatą. I Ethan nie może się o tym dowiedzieć. Nie mogę go głębiej pogrążać w naszych problemach. Pomimo tego co mówił, nie mogę tak po prostu być winna tego, że on cierpi. Wiem, że okłamanie go nie będzie fair, ale żeby on lub Bill mieli przeze mnie i mojego tatę problemy – jest jeszcze bardziej nie fair. Tutaj chodziło już o coś więcej. Nie tylko o mnie, tatę czy porachunki z przeszłości. Chodziło o Bill'a i jego kawiarnię, o życie moich przyjaciół, jak Anne czy Sam, o mamę, Jessie'go, a nawet Tom'a. Chodziło o Ethan'a. Nie mogłam pozwolić go skrzywdzić. Nieważne jak bardzo ja będę cierpieć, muszę jemu zapewnić bezpieczeństwo. W tym momencie on jest dla mnie najważniejszy i muszę zrobić wszystko by go nie stracić.
Zamknęłam oczy i poczułam jak Ethan wchodzi do łóżka. Przytulił się do mnie, ucałował w kark i zasnął. Nie mogłam spać przez kilka godzin. Bóle zaczynały się nasilać, lecz nie chciałam się poruszać, ponieważ Ethan potrzebował snu. Ja wyspałam się w szpitalu. W końcu jednak obróciłam się i wtuliłam w jego pierś. Przytulił mnie mocniej, lecz pewnie zrobił to odruchowo, bo dalej chrapał. Kąciki moich ust uniosły się lekko ku górze i wreszcie też zasnęłam.


I jak? 
Powoli, powoli zbliżam się do końca :)

poniedziałek, 13 maja 2013

Część 40

- Co dziś robiłaś? - Spytał Ethan, gdy wsiadaliśmy do auta. Miał beznamiętny głos.
- Byłam z Anne na zakupach – spojrzał na mnie zdziwiony, więc dodałam szybko – nic nie mów. Szukała sukienki. W sumie ja też coś sobie kupiłam... - Dodałam cicho.
- Co takiego? - Uniósł brwi.
- Sukienkę – powiedziałam i pojechaliśmy do domu.
Całą drogę powrotną nie rozmawialiśmy. Domyśliłam się, że Ethan'a coś gryzie, lecz nie chciałam teraz zaczynać takiego tematu, więc poczekałam. Weszliśmy do mieszkania i po około godzinie poszłam do salonu, gdzie siedział. Usiadłam obok i spytałam:
- Coś się stało? - dalej patrzył w telewizor, więc byłam już pewna, że coś się stało – Ethan? - Zapytałam delikatnie i chciałam położyć dłoń na jego ramieniu, lecz nagle wstał i odszedł.
Wyłączyłam odbiornik i poszłam za nim do jego sypialni. Chciał wyjść, lecz stanęłam w przejściu i łożyłam ręce na piersi.
- Co się stało?
- Nic – odparł nie patrząc na mnie.
Uniosłam jego podbródek i zmusiłam, by spojrzał mi w oczy i powtórzył to. Nie zrobił tego, tylko przytulił się do mnie. Byłam zdumiona jego zachowaniem, lecz objęłam go ramionami i zapytałam ostrożnie:
- Ethan?
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie. Starłam kciukiem łzę spływającą po jego policzku.
- Przepraszam, ale po protu... Nie daję rady. To trudne. Nie jestem tak silny psychicznie jak ty – powiedział, wyminął mnie i wszedł do toalety.
Stałam tam i patrzyłam przed siebie z wyciągniętą ręką. Nie mogłam się poruszyć. Tak trudno było patrzeć jak cierpi i nie wiedzieć co robić.
Usiadłam na łóżku i czekałam aż wróci. Wyszedł z toalety po kilku chwilach i położył się obok. Zrobiłam to samo i czekałam aż odezwie się pierwszy. Nie zrobił tego, więc odwróciłam się w jego stronę, wsparłam na łokciu i powiedziałam:
- Nie jestem silna psychicznie – odwrócił głowę w moją stronę – może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale tak nie jest. Od dziecka żyję w stresie i nie uznaję mojego życia za cudowne. Muszę być silna, bo dzięki temu jestem w stanie przetrwać kolejny dzień. Raz w życiu się załamałam, po czym zrozumiałam, że to nie jest wyjście – Ethan nie wiedział o co mi chodzi, lecz nie pytał o nic, więc kontynuowałam. - Wiem, że jest ci ciężko, ale masz mnie i ja zawsze będę przy tobie. Pomogę ci się z tym uporać, tylko... nie możesz zamykać się w sobie.
- Ty jesteś zamknięta i dajesz radę – wtrącił.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Miał rację. Jestem zamknięta, lecz dla ludzi, którzy mnie nie znają. Co innego gdy mówimy o moim bracie czy nim.
- To skomplikowane – odpowiedziałam po chwili milczenia.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Dam jakoś radę – chciałam coś powiedzieć, lecz nie pozwolił mi dojść do słowa – nic nie mów. Mam ciebie, jestem szczęśliwy, tylko niektóre sprawy muszę uporządkować i będzie lepiej. Obiecuję.
Uśmiechnęłam się i położyłam na plecach. Nie wiedziałam w jakim nastoju jest Ethan, bo trudno było to teraz określić, więc nie chcąc mu się narzucać, odwróciłam się do niego tyłem. Po chwili poczułam jego ciepło, kiedy się przytulał. Objął mnie ramieniem i głaskał moją rękę wskazującym palcem. Po chwili spytał:
- Załamałaś się? - Nic nie odpowiedziałam, tylko chwyciłam jego dłoń i pokierowałam ją na lewy nadgarstek.
Dalej sam znalazł drogę. O tym wiedział tylko Jess, no i już on. Ethan wplótł swe palce w moje, ucałował mnie w kark, aż przeszły mnie ciarki i poprosił:
- Nie rób tego więcej – kiwnęłam wolno głową, lecz obydwoje wiedzieliśmy, że to nie jest pewna odpowiedź.

Obudziłam się przed szóstą i miejsce obok było puste. Wyszłam z łóżka i zastałam Ethan'a w drzwiach.
- Następnym razem zostawiaj kartkę jak opuszczasz łóżko – powiedziałam.
- Stęskniłaś się? - Zaśmiał się.
- Bardzo – zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam.
Nigdy przy chłopaku nie byłabym taka odważna, a z nim jest po prostu... inaczej. Jest lepiej. On daje mi siłę, odwagę i pewność siebie. Dzięki niemu nie czuję się jak ofiara losu.
Oderwałam się od niego, poklepałam po piersi, wyminęłam i poszłam wziąć prysznic.

Ethan odwiózł mnie do szkoły i pojechał do pracy. Rozpoczynał o ósmej – o tej samej co ja pierwszą lekcję. Zdążyłam pójść jeszcze do toalety i szafki. Kiedy zamknęłam drzwiczki i szłam do klasy, podbiegł do mnie Aaron.
- Cześć – powiedział i stanął przede mną, zmuszając tym samym do zatrzymania się.
- Cześć – odparłam niechętnie.
- Co u ciebie? - Zmierzyłam go wzrokiem – okey. Słuchaj, chciałem zapytać, czy nie...
- Nie – nie dałam mu dokończyć.
- Hej, wiem, że Ethan mnie nie lubi i cię skrzywdziłem, ale przecież przeprosiłem! - Krzyknął, lecz niezbyt głośno.
- A czy ja ci wybaczyłam? Zastanowiłeś się nad tym, jak mnie potraktowałeś?
Aaron złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie, mimo moich przeczeń. Przestraszyłam się, lecz nie dałam nic po sobie poznać. Nasze twarze dzieliły centymetry i powiedział groźnie:
- Odzyskam cię.
- Co tu się dzieje? - Całą scenę przerwał psycholog.
Aaron mnie puścił i odszedł, rzucając mi złowrogie spojrzenie.
- Wszystko dobrze? - Zwrócił się do mnie psycholog, a ja kiwnęłam głową, podziękowałam i chciałam odejść, lecz on powiedział do mnie jeszcze – chciałbym z tobą porozmawiać. Przyjdź do mnie po lekcjach.
Odszedł. Zastanawiałam się czy nie powinnam iść za nim i powiedzieć, że mam pracę, ale uznałam, że po prostu sobie pójdę. Nie zgłoszę się u niego, ponieważ nie widziałam potrzeb, a bałam się spotkania z jego krewnym.
Poszłam na lekcje i kiedy siadałam na swoim miejscu nie patrzyłam na Aaron'a, lecz czułam na sobie jego wzrok. Mandy z Elizabeth na mój widok zachichotały i pomyślałam, że to o mnie lub mam obsesję. Wszedł profesor i rozdał projekty. Mieliśmy dwa tygodnie na ich zrobienie i dostarczenie. Przeczytałam swój i schowałam, uznałam go za łatwy. Do końca lekcji profesor wyświetlił nam jakiś film.
Kiedy siedziałam na lunchu podszedł na chwilę Sam i zapytał:
- Mogę o coś spytać? - Kiwnęłam głową – poszłabyś ze mną na imprezę halloweenową?
- Nie lubię imprez, zwłaszcza tematycznych – odparłam. Chciał odejść, lecz zawołałam za nim – Sam – odwrócił się w moim kierunku – chciałam spytać, czy mogłabym jeździć z tobą do pracy po szkole?
- Jasne. Bądź na parkingu około piętnastej dwadzieścia.
- Dzięki - uśmiechnął się i odszedł.

Kiedy skończyły się zajęcia poszłam szybko na parking, żeby psycholog mnie nie złapał na korytarzu. Sam czekał koło czarnego volvo C70. Otworzył mi drzwi, po czym wsiadł na miejsce kierowcy i w dwadzieścia minut znaleźliśmy się w kinie.
Kilka minut po szesnastej wpadł Ethan. Nie było ludzi, więc wyszłam zza lady, żeby się z nim przywitać, czemu ciągle przyglądała się Lindsey.
- Jak tam? - Spytałam.
- W porządku, a u ciebie? - Pokazałam uniesiony kciuk – o której po ciebie przyjechać?
- Kończę o drugiej – skrzywiłam się, lecz Ethan tylko się uśmiechnął, więc spytałam – czemu się cieszysz? Znów cię obudzę.
- Jadę teraz do kawiarni pomóc chłopakom i pewnie będę tam siedział do pierwszej, a później po ciebie przyjadę – kiwnęłam głową, więc dał mi szybkiego buziaka w czoło i odszedł.
Wróciłam za ladę i nałożyłam popcorn dwóm dziewczynom, które właśnie złożyły zamówienie.

Przed drugą, wraz z Sam'em zaczęliśmy się zbierać. Znów podeszła do nas Lindsey i powiedziała do mnie zbyt słodkim tonem:
- Ethan przyjedzie?
- Tak – odparłam, nie patrząc na nią.
- To co tu robi Aaron? - Spytała i wskazała na wejście do kina.
Znieruchomiałam. Miała rację, tam stał Aaron. Nie wiedziałam co robić, powoli zaczynałam się go bać. Spojrzałam na Sam'a, a on tylko wzruszył ramionami. Aaron podszedł do nas.
- Cześć – powiedział.
- Co ty tu robisz? - Spytałam zbyt ostro, bo może przecież nie przyjechał ze względu na mnie.
- Przyjechałem po ciebie – myliłam się.
- Nigdzie z tobą nie jadę. Zresztą zaraz będzie Ethan.
Aaron spojrzał na mnie groźnie i wyszedł bez słowa. Stanął przed kinem i czekał. Po chwili poszła do niego Lindsey i zaczęła rozmawiać.
- Poczekać z tobą? - Spytał Sam.
- Poradzę sobie, ale dzięki.
- Jesteś pewna? - Kiwnęłam głową. Doceniałam jego pomoc i chęci, ale nie chciałam go w nic mieszać – w takim razie ja już jadę. Do zobaczenia jutro – pomachał mi i wyszedł.
Ja także musiałam wyjść, ponieważ przyszła kolejna zmiana. Stanęłam przed kinem.
Po chwili podszedł do mnie Ethan i zmierzył podchodzącego do nas właśnie Aaron'a z Lindsey.
- Wiesz co, Ethan. Nie powinieneś się z nią zadawać – powiedziała dziewczyna, wskazując na mnie – zdradza cię.
Ethan wybuchnął głośnym śmiechem, a ja złapałam się za głowę. To było szaleństwo.
- Odwalcie się ode mnie! - Krzyknęłam na ich dwójkę, po czym zwróciłam się do Aaron'a – czego ty chcesz?
- Nie wiesz? Chcę, żebyś do mnie wróciła – odparł.
- Chce cię przelecieć. O ile jeszcze tego nie robiliście – dodała Lindsey i mrugnęła do Ethan'a.
Ten się zdenerwował, podszedł o krok do Aaron'a i powiedział groźnie:
- Odwal się od Leny.
- Bo co? - Spytał, także groźnie.
- Dobrze wiesz, że mogę ci przywalić i nawet nie będziesz miał siły mi oddać – odparł Ethan i uznałam, że troszkę się przechwala, ale nie raz już dokopał Aaron'owi.
- Kim ty dla niej niby jesteś? Nigdy nie miała przyjaciół – zaczął Aaron, a mi zrobiło się głupio – i pewnie udaje też przyjaźń z tobą. Zastanów się lepiej, czy dalej chcesz służyć pomocą swojej przyjaciółeczce.
Ethan spojrzał na mnie, później znów na Aaron'a i powiedział:
- Nie jestem jej przyjacielem – serce mi stanęło, a oni zaczęli się śmiać. Czułam jakby sytuacja, kiedy zrywałam z Aaron'em miała się powtórzyć, lecz to było coś zupełnie innego. Po chwili Ethan dodał – jestem jej chłopakiem.
Aaron'a i Lindsey zamurowało. To było jak wtedy, kiedy Aaron wypowiedział te słowa na stołówce i Mandy oraz Paul zgłupieli. Tylko tym razem to wszystko było prawdziwe...
- Poważnie? - Spytał Aaron.
- Masz z tym jakiś problem? Możemy to załatwić na zewnątrz – odparł Ethan, a chłopak tylko pokręcił głową.
Wciąż był w szoku.
Ethan uśmiechnął się szeroko, objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu.
Całą drogę się uśmiechał. Gdy otwierał mi drzwi, stanęłam przed nim i powiedziałam:
- Chłopak, co? - Dał mi buziaka, po czym wepchnął do auta.
Dosłownie – wepchnął. Zdziwiłam się jego nagłą zmianą nastroju, ale wiem, że to jest uzasadnione. Zajął swoje miejsce, poprawił lusterko, w które długo patrzył i spytał:
- Pamiętasz to czarne BMW? - Kiwnęłam głową – jedzie za mną od kawiarni. Nie możemy teraz wrócić, będą wiedzieli gdzie mieszkasz.
Przeraziłam się. Siedziałam nieruchoma, a Ethan dalej nie ruszał. Zapięłam pas, zablokowałam drzwi i spojrzałam na mojego przyjaciela – nie, chłopaka.
- Musimy ich zgubić. Zadzwoń do Lexi.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni, a Ethan w tym czasie ruszył. Jechał wolno, lecz nawet nie wiedziałam gdzie. Odblokowałam telefon i za chwilę ekran zgasł.
- Co jest? - Powiedziałam do siebie – cholera. Bateria padła.
- Masz zadzwoń z mojego – wciągnął w moją stronę swój telefon.
Wzięłam go i kiedy został odblokowany, zdumiałam. Miał na tapecie nasze zdjęcie. To zdjęcie było robione jak byliśmy mali. Uśmiechnęłam się, a kiedy Ethan spytał co się stało, odparłam, że nic i wykręciłam numer policji. Odebrano po drugim sygnale.
- Tutaj centrala policyjna. W czym mogę pomóc? - Spytała znudzonym głosem kobieta.
- Z Lexi Bridge. Pilnie.
W słuchawce rozległa się jakaś melodia i po chwili znajomy głos. Nie dałam dokończyć Lexi procedury, tylko wypaliłam od razu:
- Tu Lena. Ścigają nas, czarne BMW.
- Powoli. Gdzie jesteś? - Spytała.
- Jedziemy Baker Street na zachód. Ja i Ethan.
- Daj mi go do telefonu – zrobiłam jak kazała.
Ethan przyłożył aparat do ucha i mówił.
- Tak. Dobrze. Nie. Będziemy tam. Wiem. Jasne. Nie ma.
Kiwnął mi, że mogę zabrać telefon i się rozłączyć. Jechaliśmy chyba w stronę mojego (starego) mieszkania, lecz nie byłam pewna. Było ciemno, a latarnie nie dawały mocnego światła.
Dojechaliśmy pod mój blok. Ethan zatrzymał samochód przy krawężniku i spojrzał za siebie. Nie było samochodu, lecz jechali za nami całą drogę.
- Co tu robimy? - Spytałam.
- Lexi powiedziała, że się tu spotkamy. Powiedziała też, że nie mamy czekać w samochodzie, więc ruchy.
Chciałam wysiąść, ale przeciągnął mnie na swoje siedzenie, po czym wyszliśmy jego drzwiami. Wbiegliśmy do budynku w chwili, kiedy zza zakrętu wyjechało BMW. Wbiegaliśmy po schodach na siódme pieto, kiedy dobiegły nas głosy dodatkowych kroków. Musieli się domyślić, że tu będziemy. Drzwi do mojego mieszkania były na nowo wstawione, ale wciąż widniała na nich taśma policyjna. Nie dało się ich otworzyć, a kiedy głosy były coraz bliżej, Ethan wepchnął mnie do małego schowka, w którym wyrzucało się śmieci, sam wszedł i zamknął drzwi. Po chwili ktoś wbiegł na siódme piętro, podszedł do moich drzwi, co dało się dobrze usłyszeć, ponieważ przeszedł koło nas. Próbowali otworzyć drzwi, ale zrezygnowali i pobiegli na górę. Kiedy kroki zaczynały cichnąć, Ethan wyjrzał zza drzwi, pokazał mi, że możemy wyjść i wróciliśmy do samochodu. Coś jednak przeoczyliśmy, ponieważ kiedy otwierał swoje drzwi ktoś odciągnął mnie do tyłu i rzucił na ziemię. Chciał chyba najpierw wyeliminować Ethan'a, lecz on zdążył uchylić się przed ciosem. Jednakże dostał drugi raz i upadł na ziemię. Ja w tym czasie zdążyłam się podnieść, lecz wiedziałam, że nie mam szans z dwa razy większym od siebie facetem. Nie chciałam uciekać. Zresztą, strach tak mnie sparaliżował, że nie mogłam się poruszyć. Po prostu stałam i patrzyłam na zbliżającego w moją stronę mężczyznę. Później była tylko ciemność.



Kolejna część - środa. 
Wrócili wasi ciapkowaci bandyci :D podoba się?